Podczas konferencji dla producentów trzody chlewnej, zorganizowanej w trakcie tegorocznych Targów Ferma, które odbyły się w miniony weekend w Łodzi, Krystian Antkowiak z firmy EW Nutrition, poświęcił w swoim wystąpieniu wiele uwagi tematyce szkodliwości endotoksyn bakteryjnych. Jego zdaniem bardzo niebezpieczne jest zjawisko odkładania się toksyn w tkance tłuszczowej.

- Zarówno endotoksyny bakteryjne, jak i niektóre mikotoksyny (np. zearalenon) mogą odkładać się w tkance tłuszczowej zwierząt. To zjawisko jest bardzo groźne zwłaszcza w przypadku organizmu loch. Toksyny obecne w tłuszczu nie są same w sobie szkodliwe, jednak w czasie katabolizmu ciążowego, gdy spalane są zapasy tłuszczu, część toksyn uwalnia się powodując zatrucia zarówno u lochy jak i prosiąt – tłumaczył w czasie spotkania prelegent.

Odkładanie się endotoksyn i mikotoksyn w tłuszczu, to nie koniec analogii. Również niektóre objawy (nekrozy, kanibalizm) są podobne w przypadku zatrucia którąś z wymienionych toksyn.

- Często zdarza się, że gdy pojawiają się takie objawy, rolnicy decydują się na przebadanie paszy pod kątem obecności mikotoksyn. Jeżeli badania dadzą wynik negatywny, może to świadczyć o obecności toksyn w tkance tłuszczowej – mówił podczas konferencji Krystian Antkowiak.

Endotoksyny bakeryjne, to związki wchodzące w skład komórki bakteryjnej. Po jej obumarciu przedostają się do organizmu zwierzęcego, powodując zatrucie. U loch endotoksyny mogą powodować zapalenie dróg rodnych i bezmleczność poporodową. Po przedostaniu się do mleka mogą z kolei u prosiąt powodować zahamowanie wzrostu, biegunki czy wspomniane już nekrozy (np. zamieranie ogonków). Przed zatruciami endotoksynami bakteryjnymi można chronić zwierzęta poprzez stosowanie w recepturze paszy specjalnych sorbentów. Niektóre substancje wykorzystywane w wiązaniu mikotoksyn (np. wyciągi ze ścian komórkowych drożdży) ograniczają szkodliwość toksyn bakteryjnych.