Wiceminister stwierdził, że przy drogich zbożach i niskich cenach skupu trzody, jej produkcja nie może być opłacalna. Zaznaczył, że już jesienią ministerstwo sygnalizowało, że mogą wystąpić problemy na rynku wieprzowiny, gdyż drożeją pasze.

"Aż 80 proc. kosztów produkcji tego mięsa - to pasza" - dodał Nalewajk odpowiadając na pytanie posła PiS Roberta Telusa o to, jakie działania zamierza podjąć rząd, by poprawić sytuację na rynku wieprzowiny i drobiu. "Punkty skupu płacą za kilogram trzody ok. 2,8 zł, a za kurczaka 2,90 zł. To ceny znacznie poniżej opłacalności i kosztów produkcji" - mówił w Sejmie Telus.
 
Wiceminister podkreślił, że w Polsce mamy nadprodukcję wieprzowiny i drobiu w stosunku do krajowych potrzeb. Rozwiązaniem może być eksport. Zdaniem Nalewajka, dla Polski najważniejszy jest rynek wschodni - kraje dawnego Związku Radzieckiego. Eksport mięsa tam, a zwłaszcza do Rosji, jednak do tej pory nie został odbudowany. Eksportowi do Rosji sprzyja dzisiejsze porozumienie zawarte ze stroną rosyjską dotyczące zezwoleń na przewozy.

Nalewajk przyznał, że złą sytuację na rynku wieprzowiny pogłębiła jeszcze tzw. afera dioksynowa w Niemczech. Z tego powodu spadło tam zapotrzebowanie na wieprzowinę "wiele półtusz - mówił - trafiło w rezultacie do Polski". Minister zaznaczył, że Polska nie może zakazać sprowadzania mięsa z Niemiec, gdyż mamy wspólnotowy rynek. "Jedynie, co można zrobić - to zwiększyć kontrolę nad tymi transportami" - powiedział.

Nalewajk dodał, że trudną sytuacją producentów trzody zajęła się Komisja Europejska, która zgodziła się na dopłaty do tzw. prywatnego przechowywania mięsa, co powinno pozwolić na zmniejszenie nadwyżek mięsa na rynku oraz podnieść ceny skupu trzody. Przedsiębiorcy mogą starać się o takie dopłaty już od 1 lutego składając dokumenty w Agencji Rynku Rolnego.