Jak zapewnia estoński hodowca oraz lekarz weterynarii w przypadku ostatniego ogniska nie można mówić o niewystarczającej bioasekuracji w gospodarstwie. Ferma w Orisaare w okręgu Saarema brana była za przykład dla innych hodowców.

Jak poinformował rzecznik prasowy estońskiej weterynarii, świnie zaczęły umierać w poniedziałek. Naukowcy z Estońskiej Akademii Nauk Przyrodniczych zbadali padłą trzodę i potwierdzono wirus. Obecnie trwają działania policji i lekarzy weterynarii, które mają na celu ustalić źródło wystąpienia choroby. Co ciekawe gospodarstwo było wizytowane przed miesiącem. Wówczas nie wykryto zarażenia świń, a miejsce oceniono jako jedno z nielicznych spełniających najwyższe wymogi bioasekuracji.

Harles Kaup, szef departamentu ds. Zdrowia Zwierząt w Komisji ds. Weterynaryjnej i Żywności, powiedział, że raporty o chorobie trafiają do niego praktycznie codziennie, ale dotyczą przede wszystkim dzików: - Choroba jest wciąż powszechna u dzikiej zwierzyny, choć w ostatnich tygodniach, wyraźnie spadła- stwierdził urzędnik, który podkreśla znaczenie zapobiegania kontaktów świń z innymi zwierzętami. - Bardzo łatwo przynieść chorobę z lasu, dlatego trzeba pilnować psy, najlepiej by nie wychodziły one z gospodarstwa- uważa Kaup.

To kolejny przypadek wystąpienia choroby w dużym gospodarstwie. Przed 3 tygodniami do podobnego zdarzenia doszło w estońskiej gminie Audru. Wówczas potwierdzono wystąpienie ogniska ASF-u w fermie liczącej blisko 3,5 tysiąca świń.

Od czasu, kiedy wystąpiły pierwsze przypadki ASF-u w Estonii, drastycznie spada w tym kraju pogłowie trzody chlewnej. Jeszcze w 2015 roku wynosiło 380 tysięcy sztuk, dziś jest to 280 tys. sztuk. Co interesujące, problemy z epidemią nie wpłynęły negatywnie na konsumpcję wieprzowiny, ta od kilku lat stale rośnie.  Szacuje się, że w 2017 roku Estonia wobec spadku produkcji będzie importowała prawie 30 procent wieprzowiny.

Podobał się artykuł? Podziel się!