Łódź od dziesięcioleci kojarzona jest głównie z przemysłem. Zwłaszcza tekstylnym. Wprawdzie wielkie kombinaty włókiennicze zatrudniające w czasach PRL-u dziesiątki tysięcy osób nie przetrwały transformacji ustrojowej i dawno zniknęły już z mapy miasta, ich miejsce zajęło jednak wiele mniejszych firm produkcyjnych z różnych branż. Mało kto kojarzy miasto Łódź z rolnictwem. Tymczasem w granicach administracyjnych tej trzeciej co do liczby ludności metropolii w kraju funkcjonuje kilka sporych gospodarstw prowadzących zarówno produkcję roślinną, jak i zwierzęcą. Przykładem jest Przemysław Firgan, gospodarujący na około 100 ha gruntów ornych. Podstawową gałęzią produkcji w gospodarstwie jest produkcja prosiąt. Stado loch liczy obecnie 120 sztuk, a do tego część wyprodukowanych prosiąt przeznaczona jest na tucz w gospodarstwie. - Wszystko zależy od koniunktury na rynku: ceny prosiąt i możliwości zbytu. Nastawienie się wyłącznie na produkcję prosiąt jest bardzo ryzykowne. Mając tuczarnie, w razie problemów ze sprzedażą zwierząt po prostu wstawiam warchlaki na tucz - tłumaczy rolnik.

Poza produkcją zwierzęcą Przemysław Firgan uprawia również rzepak i zboża nasienne. Znaczne ilości zbóż paszowych kupuje od okolicznych rolników. - Niektórych dziwi fakt, że sprzedaję ziarno zbóż do firmy nasiennej, a później skupuję zboże na paszę. Jednak za zboża nasienne otrzymuję znacznie większe pieniądze. To się zwyczajnie o płaca - tłumaczy.

W ZGODZIE Z SĄSIADAMI

Znając lokalizację gospodarstwa, pierwszą rzeczą, która nasuwa się na myśl, jest pytanie, czy rolnik nie ma problemów z lokalną społecznością. Bliskość miasta i coraz większe zagęszczenie domów jednorodzinnych sprawiają, że niezadowolenie okolicznych mieszkańców z sąsiedztwa sporego gospodarstwa nie byłoby niczym zadziwiającym. Na szczęście rolnik do tej pory nie miał żadnych zatargów z sąsiadami: - Nasza rodzina sprowadziła się tutaj na początku lat osiemdziesiątych. Większości z obecnych dziś zabudowań jeszcze wówczas nie było. Początkowo była to typowo rolnicza okolica. Wraz z upływem czasu coraz więcej gospodarstw upadało, a w ich miejsce pojawiała się zabudowa podmiejska. Myślę, że ludzie decydując się na zamieszkanie w danej okolicy, zdają sobie po prostu sprawę z sąsiedztwa. Wiele zależy też od podejścia do sąsiadów: jeżeli ja jestem względem nich w porządku, oni