W systemie żywienia na mokro możemy włączać wszelkie produkty uboczne przemysłu rolno-spożywczego. Są to między innymi: chleb, ciastka, młóto browarniane, różne gotowe płynne zupy, serwatka, frytki, pulpa ziemniaczana. Wszystko zależy od tego, do jakich produktów hodowcy mają dobry dostęp na swoim terenie.

- Już na początku naszej współpracy przygotowujemy takie całoroczne rozliczenie razem z klientem. Prognozujemy jak będą wyglądały przeciętne potrzeby gospodarstwa w celu wyżywienia zaplanowanej produkcji tuczników. Znamy też dzienne i tygodniowe zapotrzebowanie na surowiec (serwatkę). Jest to bardzo ważne ponieważ możemy wówczas zaplanować nie tylko precyzyjnie żywienie ale też częstotliwość dostaw produktu - tłumaczy Maciej Bendlewski, specjalista ds. trzody chlewnej w firmie De Heus.

Wtedy produkt będzie właściwie przechowywany i w odpowiednim czasie skarmiany, co pozwala wykluczyć ewentualność psucia się zbyt długo przechowywanego surowca.

- Jeżeli produkcja zwierzęca jest za mała, a serwatka nie może być w pełni skarmiona, jakaś jej część pozostaje i zaczyna się psuć, to wówczas warto zrezygnować z tego komponentu lub zamawiać go w mniejszych partiach - co może powodować podrożenie kosztów - o dodatkowy transport - tłumaczy Maciej Bendlewski.

Jak wyjaśnia specjalista, plan żywienia przygotowywany przez naszą firmę w danym gospodarstwie ocenia również maksymalną cenę zakupu produktów ubocznych, która pozwala prowadzić opłacalne żywienie na mokro. - Aktualnie dla serwatki graniczny poziom ceny z uwzględnieniem kosztów transportu wynosi 50 zł/m3. Powyżej tej ceny włączanie serwatki do mieszanki w żywieniu na mokro przestaje być opłacalne.

Podobał się artykuł? Podziel się!