- Wszystko co produkujemy jest na granicy lub poniżej opłacalności. Ciągle mamy stałych klientów na materiał zarodowy, ale sytuacja wymusza, że zwierzęta trzeba sprzedawać taniej. Kiepskie ceny skupu żywca spowodowały, że trudniej jest też pozyskać nowych odbiorców. Obecnie średnia cena za loszki w wieku pięciu miesięcy, z naszego gospodarstwa wynosi 650 zł – hodowca tłumaczy w rozmowie z farmer.pl.

Karol Kropiwiec zwraca również uwagę, że trudno pogodzić się z tym, że na krajowym rynku szansę na godne funkcjonowanie zaczynają mieć wyłącznie duże gospodarstwa.

- Najbardziej nie podoba mi się to, że rynek podąża w kierunku zachodnim, dużych produkcyjnych gospodarstw, a wyklucza średnią produkcję i pogarsza funkcjonowanie rodzinnych gospodarstwach. Nie powinno być tak, że opłaca się produkować tylko na dużą skalę.

W ocenie hodowcy przygotowywana obecnie pomoc finansowa dopłaty kilkudziesięciu złotych do tucznika, powinna być skierowana nie tylko do rolników prowadzących tucz ale też do tych co chowają maciory i produkują prosięta. - Trudno też zrozumieć, że te dopłaty mają powędrować również do tych rolników, którzy prowadzą tucz nakładczy, na usługach zewnętrznych firm – podkreśla Karol Kropiwiec.

Sytuację producentów świń pogarsza również brak wypłaty dopłat bezpośrednich. - Z tego co wiem, to w naszej okolicy tylko nieliczni rolnicy prowadzący małe gospodarstwa 5-10 ha otrzymali dopłaty.