Obecność mykotoksyn w paszach niesie ze sobą wiele negatywnych konsekwencji. Nie tylko obniża wyniki produkcyjne trzody. Stanowi również zagrożenia dla zdrowia i życia zwierząt. Co gorsza, niektóre toksyny przedostając się przez mięso, mogą wywołać zatrucia również u ludzi. Obecność mykotoksyn  w paszach, da się często wykryć organoleptycznie, obecność grzybni, wywołuje bowiem zmiany wizualne w paszy i nadaje jej charakterystyczny „stęchły” zapach. Niestety, to, że pasza nie wykazuje żadnych zmian, nie musi świadczyć, że jest ona wolna od mykotoksyn. Jak mówi nam Przemysław Zabielski, kierownik laboratorium fizykochemicznego w firmie JARS, blisko 50 proc. badanych próbek, wykazuje obecność mykotoksyn, z czego w 10 proc badanych pasz, ich poziom przekracza dopuszczalne normy.

Mateusz Kirzyński – zastępca dyrektora handlowego w laboratorium JARS, twierdzi, że badania na obecność mykotoksyn w paszach, cieszą się sporą popularnością. Niestety. Większość zleceń, pochodzi od firm paszowych. Wśród rolników badania te nie są popularne, zaledwie niewielka część badanych próbek, pochodzi bezpośrednio od hodowców zwierząt. Szkoda, bo przebadanie pasz, daje hodowcom pewność, że stosowana pasza jest bezpieczna, i nie pogorszy wyników tuczu. Szczególnie, że koszty badań nie są astronomiczne. Jak mówi Kirzyński, oznaczenie sumy aflatoksyn, to koszt rzędu 260 zł netto. Oznaczenie poziomu ochratoksyn, zearalenonu i deoksyniwalenonu to koszt 240 zł za każdą toksynę. Są to pewne wydatki, biorąc jednak pod uwagę straty, jakie przynieść może zatrucie zwierząt toksynami grzybów pleśniowych, koszt ten wydaje się uzasadniony.