Cirkowirozę trzody porównuje się z wirusem HIV u ludzi. Wirus ten osłabia układ odpornościowy zwierząt i zapadają one na wiele chorób, które gdyby nie ten wirus by nie wystąpiły – mówi profesor Pejsak.

Słaby, uszkodzony układ odpornościowy nie jest w stanie obronić zwierząt przed chorobami. 

Nikt w Europie, poza Rosjanami i Ukraińcami nie ma wątpliwości, że jest to bardzo poważny patogen – dodaje Pejsak.

Każdy hodowca musi podjąć decyzję biznesową, czy szczepić zwierzęta przeciw cirkowirozie. Oczywiście, nie wszystkie warchlaki są zakażone.

Szczepienia to dodatkowe koszty. Z kolei, gdy w stadzie pojawi się cirkowiroza, to hodowca ponosi koszty związane z leczeniem zwierząt.

Problem dostrzega także Tadeusz Blicharski z POLSUS-a. W 2009 r. sprowadziliśmy 800 tys. sztuk warchlaków – powiedział Blicharski.

Rzeczywiście tak jest, z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że w ubiegłym roku tylko z samych Niemiec zaimportowaliśmy blisko 182 tys. ton żywej trzody. W ciągu roku import wzrósł o 100 tys. ton.

Wśród producentów żywca wrze. Niemcy i Duńczycy mają nieformalne umowy i handlują zwierzętami sczepionymi przeciw cirkowirozie - mówią. Gdy w Warszawie gościła Ilse Aigner, minister rolnictwa Niemiec, zapytaliśmy ją o to, czy faktycznie tak jest. Aigner nie potrafiła odpowiedzieć na nasze pytanie.

Być może nieformalne umowy zawarły między sobą związki producentów trzody chlewnej w Niemczech i Danii.

Bardziej opłacalna jest sprzedaż warchlaków, niż tucz trzody i sprzedaż jej do rzeźni. Poza tym zachodnie państwa osiągnęły górne możliwości produkcyjne żywca, co jest związane z ochroną środowiska, dlatego nastawiły się na rozród trzody i sprzedaż warchlaków.  

W Stanach Zjednoczonych 90 proc. zwierząt jest szczepionych przeciw cirkowirozie.

źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!