Minie wkrótce tydzień, odkąd na wschodzie kraju potwierdzono wystąpienie nowych ognisk afrykańskiego pomoru świń. Jak do tej pory chorobę stwierdzono w siedmiu lokalizacjach, mało kto jednak sądzi że na tym się skończy. Zastanawiające jest przede wszystkim to, że nowe ogniska choroby pojawiły się nagle w kilku różnych lokalizacjach. Jak mówi profesor Zygmunt Pejsak z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach, na chwilę obecną nie można powiedzieć w jaki sposób wirus przedostał się do gospodarstw:

- Przeprowadzone będzie dochodzenie epizootyczne, którego celem będzie wyjaśnienie w jaki sposób ASF przedostał się do stad świń. Zdaniem właścicieli gospodarstw w których wykryto chorobę źródłem zakażenia była zielonka z łąk na których bytowały dziki. Część rolników wskazuje także, że choroba mogła być przeniesiona z lasu na obuwiu. Jednak to w jaki sposób choroba przedostała się do gospodarstw ma drugorzędne znaczenie. Problem polega na tym, że nie wyciągamy wniosków z wydarzeń z zeszłego roku. Znamienne jest to, że wszystkie ogniska ASF wystąpiły w stadach liczących co najwyżej po kilkanaście zwierząt. Większość z nich odnotowaliśmy w miejscach gdzie w ogóle nie powinno być świń. Gdybyśmy egzekwowali prawo i zamykali wszystkie gospodarstwa nieprzestrzegające zasad bioasekuracji, prawdopodobnie dziś nie byłoby problemu. – tłumaczy profesor Pejsak.

Nasz rozmówca nawiązał też do występowania ASF u dzików:

- W ostatnim czasie odnotowujemy bardzo wiele przypadków ASF w populacji dzików. Łączna liczba stwierdzonych przypadków przekracza 330. Presja patogenu w środowisku jest coraz większa, bez zabezpieczenia biologicznego obiektów nie ma wątpliwości że pojawią się kolejne ogniska – tłumaczy.

Podobał się artykuł? Podziel się!