Jak wskazują najnowsze dane, produkcyjność krajowych loch, w porównaniu do stad duńskich, jest w skali roku niższa średnio o 10 prosiąt. Nic więc dziwnego że krajowa produkcja prosiąt, jest coraz bardziej wypierana przez zwierzęta pochodzące z importu. Istnieje wiele czynników wpływających na produkcyjność stada loch, jednym z ważniejszych jest z pewnością prawidłowe postępowanie z loszkami. Zagadnienie to było jednym z tematów prelekcji, jaką wygłosił podczas tegorocznych targów „Ferma” Paweł Wróbel – lekarz weterynarii specjalizujący się w chorobach świń. Jego zdaniem problemem krajowej produkcji prosiąt jest nie tyle niskie pogłowie macior, co fatalnie niskie wyniki osiągane przez nasze stada:

- Wielu specjalistów twierdzi, że takie pogłowie jakie mamy obecnie byłoby wystarczające, pod warunkiem, że wykorzystalibyśmy w pełni potencjał zwierząt. Niestety nasza wydajność produkcji jest zdecydowanie za niska, i z tego bierze się wiele problemów – tłumaczył podczas spotkania Paweł Wróbel.

Podczas swojego wykładu specjalista omówił najważniejsze aspekty związane z wprowadzaniem do stada zwierząt remontowych.

- Na dzień dzisiejszy istnieją dwa systemy wprowadzania loszek do stada: zakup zwierząt hodowlanych, oraz samodzielny odchów i selekcja loszek w gospodarstwie. Każdy z tych systemów ma swoje zalety i wady. Zaletą zakupu zwierząt z gospodarstw hodowlanych jest z pewnością maksymalne wykorzystanie postępu genetycznego. Z drugiej strony w tym przypadku istnieje ryzyko przenoszenia chorób, stąd też kupując zwierzęta nawet o znanym statusie zdrowotnym, niezbędne jest przeprowadzenie kwarantanny i aklimatyzacji. Z kolei wykorzystanie w produkcji prosiąt loszek pochodzących z własnego odchowu przede wszystkim stwarza mniejsze ryzyko związane z przenoszeniem chorób. Minus tego systemu to przede wszystkim konieczność prowadzenia „stada w stadzie”, co może być przyczyną trudności natury organizacyjnej – mówił podczas spotkania Paweł Wróbel.