Płynne żywienie zyskuje w naszym kraju kolejnych zwolenników. Ten system zadawania paszy ma wiele zalet: wcześniejsze namoczenie składników mieszaniny paszowej poprawia strawność substancji pokarmowych i ogranicza pylenie drobnych cząstek paszy. Najważniejsze jednak, że umożliwia swobodne zastosowanie wielu pasz ubocznych powstających w produkcji spożywczej takich jak młóto browarniane, wywar gorzelniany, serwatka czy odpady piekarnicze, a także kiszonego ziarna kukurydzy. System ten ma jednak swoje ograniczenia, o których podczas konferencji „Nowoczesna produkcja – świnie” mówił Adam Rogala z firmy Polnet:

- Decyzję o inwestycji w system płynnego żywienia należy podjąć przede wszystkim jeżeli mamy dostęp do stałych dostaw tanich pasz pochodzących z przetwórstwa spożywczego. Jeżeli nie mamy takich gwarancji decyzja o wprowadzeniu płynnego żywienia nie będzie racjonalna. Sama woda nie daje przecież efektu ekonomicznego. Żywienie na mokro ma sens wtedy, kiedy będziemy w stanie zapewnić sukcesywne dostawy wywaru gorzelnianego, serwatki czy innych odpadów pochodzących z przemysłu spożywczego – tłumaczył podczas spotkania prelegent.

Jego zdaniem wiele zależy też od skali produkcji:

- Według badań prowadzonych przez naszą firmę, inwestycja w system płynnego żywienia racjonalna jest w przypadku obiektów posiadających minimum 700 stanowisk tuczu. Poniżej tej wartości wykorzystanie instalacji nie będzie w pełni efektywne – tłumaczył Adam Rogala.

Zdaniem specjalisty pewną wadą systemów płynnego żywienia jest także wysoki koszt zakupu i ewentualnych napraw. Koszt ten jest jednak równoważony poprzez lepsze przyrosty, i możliwość stałej kontroli parametrów produkcji.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!