Aniela Borczyńska, sołtys wsi Zielona, gdzie wykryto pierwszy przypadek afrykańskiego pomoru świń w jednym z tamtejszych gospodarstw nie może pogodzić się z tym, że zapadła decyzja o likwidacji świń z terenu zapowietrzonego.

Rekompensata za zlikwidowane zwierzęta to około 5,5 zł/kg netto. Według Anieli Borczyńskiej, te pieniądze to zdecydowanie za mało.

-Sama mam kilka świń, przebywają w zamknięciu. Teraz zostaną zabite i zutylizowane. Nie rozumiem dlaczego nie można tego mięsa przebadać i pozostawić właścicielom do spożycia. Przecież my te świnie trzymamy na własny użytek dla naszych rodzin. Gołym okiem widać, że są zdrowe – tłumaczy w rozmowie.

Jako sołtys ma też pretensje do służb weterynaryjnych, że wcześniej nie poinformowały jej ani mieszkańców o zagrożeniu. – Nie otrzymałam żadnego pisma od weterynarii, jak postępować oraz jak duże jest to zagrożenie. To samo jest teraz. Moje świnie mają być zlikwidowane. Nie mam żadnej informacji o planowanym terminie. Trwają teraz żniwa i jest sporo pracy w polu nie mamy czasu, aby siedzieć i czekać aż weterynaria do nas zapuka.

Z kolei Mirosław Wildowicz ze wsi Bielewicze oddalonej okoł 12 km od ostatniego ogniska ASF podkreśla, że ta likwidacja to duża strata dla wielu rodzin, a działanie służb weterynaryjnych jest bezsensowne. – Powinno się zadbać o to, aby zlikwidować dziki a nie świnie. Jest masa dzików, wyrządzają ogromne szkody, roznoszą pomór, a mimo to łatwiej powybijać świnie w gospodarstwach niż dziki.

W ostatnim czasie Główny Lekarz Weterynarii wydał pozwolenie na odstrzał około 3 tysięcy dzików z terenu Podlasia. Trudno powiedzieć czy to pozwoli uregulować tę populację. - Nie wiem, czy to wystarczy ale na pewno odstrzał powinien zostać szybko przeprowadzony.

Podobał się artykuł? Podziel się!