PRZEGLĄD PRASY: Takiego dołka cenowego nie pamiętam - mówi Marek Marciniak, prezes Zrzeszenia Producentów Trzody Chlewnej z Czempinia. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby polscy rolnicy mogli sprzedawać żywe świnie za granicą. Na przeszkodzie stoi choroba Aujeszkyego. Nie ma jej w większości krajów Unii Europejskiej. Niemcy i Dania skorzystały z unijnych pieniędzy na likwidację chorych stad – pisze Robert Domżał.

W krajach starej Unii do uzdrowienia było 240 tysięcy stad. W ostatnich tygodniach od tej choroby uwolniona została Słowacja. Komisja Europejska zatwierdziła nawet polski program leczenia tej choroby. Zgodziła się też na częściowe współfinansowanie. Ma to być najmniej pięć milionów euro, najwięcej 50 procent kosztów leczenia. Aby program mógł się rozpocząć w 2008 roku, jak obiecywano, potrzebne jest rozporządzenie Rady Ministrów. Dokumentu nie ma. Choroba Aujeszkyego nie jest groźna dla człowieka. Powoduje mniejsze przyrosty wagowe prosiąt, obniża plenność macior, może powodować poronienia. Słowem jest przyczyną strat dla rolników. Aby się pozbyć tej choroby, lekarze weterynarii będą musieli dotrzeć do każdej hodowli. W Polsce trzoda chlewna produkowana jest w prawie 560 tysiącach gospodarstw rolnych. W Wielkopolsce jest aż jedna trzecia z nich. - W powiecie poznańskim wiadomo na przykład o 280 tysiącach świń - mówi Ireneusz Sobiak, powiatowy lekarz weterynarii.

- W każdym stadzie świń będzie pobierana krew. Jeżeli stwierdzi się obecność wirusa, wszystkie świnie z tego stada będą musiały trafić do rzeźni z nakazu Powiatowego Lekarza Weterynarii - mówi dr Tomasz Wielich, wojewódzki inspektor weterynarii ds. zwalczania chorób zakaźnych zwierząt. Rolnicy dostaną odszkodowania. Stopień zakażenia stad w Wielkopolsce jest szacowany na 1-5 proc. w zależności od powiatu. Leczenie potrwa co najmniej 3 lata. 

Później na obrót trzodą chlewną będą wprowadzone świadectwa zdrowia. Badania pochłoną 200 mln zł. Ministerstwo Rolnictwa nie wydało rozporządzenia umożliwiającego uzdrawianie stad. Opublikowało za to rozporządzenie o dopłatach do przechowywania świńskich tuszy. Wynika z niego, że pieniądze z UE dostaną nie rolnicy, ale przedsiębiorcy, którzy posiadają chłodnie. Protestujący chcą więc ujawnienia ilości ton mięsa przywożonego do kraju i tu mrożonego. - Potrzeba kontroli tego, co się do kraju przywozi, ale z przedstawicielem konsumentów - mówi Marek Marciniak.

Źródło: Polska-Głos Wielkopolski