Do zarażenia ASF-em doszło w przydomowej farmie w wiosce Rublenitsa, w okręgu Soroca, na północy kraju. Wirus stwierdzono u siedmiu świń. W rejonie wystąpienia choroby stworzono obszar kwarantanny. W okolicy znajduje się 17 gospodarstw z 3 tysiącami prosiąt. Są one teraz wnikliwie sprawdzane.

Oficjalnie wciąż obowiązuje zakaz importu mięsa wieprzowego z Ukrainy, jednak mieszkańcy przygranicznych miejscowości nie bacząc na to, starają się przemycać i handlować tańszą wieprzowiną. Na porządku dziennym są też próby przemycania dużo większych partii surowca w samochodach ciężarowych.

Według Vsevolod Stomaty, dyrektora Krajowej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności wystąpienie choroby należy bezwzględnie wiązać właśnie z przemytem żywności z Ukrainy. - Po wnikliwym sprawdzeniu ostatniego przypadku stwierdzam, że sytuacja była bardzo podobna do tych z zeszłego roku. Wówczas pierwsze ogniska choroby w kraju  wyjaśnialiśmy "czynnikiem ludzkim" i problemami z ASF na Ukrainie - stwierdza Stomaty.

Proszony o rozwinięcie swojej myśli, szef Krajowej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności odpowiedział. - Jeśli chodzi o tzw. czynnik ludzki to bywało, że mieliśmy do czynienia także z mało higienicznym spożywaniem mięsa. Osoby przebywające na Ukrainie spożywały zarażone mięso, a następnie przyjeżdżały do naszego kraju. Chorobę przenosili poprzez brudne ręce czy też ubrania, o które wycierali dłonie w trakcie posiłku.

Przemawiając podczas konferencji prasowej w Kiszyniowie miesiąc temu, Stomaty podkreślił, że od 2016 r. Mołdawia ze względu na ogniska choroby przestała być eksporterem wieprzowiny. Podkreślono również, że kraj napotyka na ogromne zagrożenie ASF-em ze strony swojego sąsiada. Tylko od początku tego roku na wschodzie Ukrainy potwierdzono 162 ogniska choroby.

Podobał się artykuł? Podziel się!