Jako redaktor na co dzień zajmujący się tematyką trzody chlewnej, niedawno zgłębiałem zagadnienia związane z higieną w chlewni. Przypomniała mi się wówczas historia, którą kilka lat temu opowiedział mi jeden z kolegów. Historia o młodym człowieku, który został śmiertelnie porażony prądem podczas pozornie prostego zabiegu mycia chlewni. Inna historia wydarzyła się znacznie wcześniej, prawdopodobnie wtedy, kiedy nie było mnie jeszcze na świecie. W sąsiedniej wiosce kobieta została śmiertelnie porażona prądem, kiedy wymieniała przepalony promiennik w kojcu dla prosiąt. 

Nie znam okoliczności obu wypadków, nie chcę więc wysnuwać wniosków co do przyczyn tragedii. Nie chcę oceniać, czy zawinił sam człowiek, technika, czy były to po prostu tragiczne w skutkach zdarzenia losowe. Przedstawiając obie historie mam na celu raczej ukazanie, że nie tylko prace polowe mogą być niebezpieczne dla życia i zdrowia ludzkiego. Owszem, to tam dochodzi do największej liczby wypadków, o czym z pewnością więcej mogliby powiedzieć moi redakcyjni koledzy zajmujący się tematyką mechanizacji rolnictwa, czy agrotechniki. Jednak również produkcja zwierzęca niesie zagrożenia.

W moim odczuciu, jednym z największych zagrożeń jakie występuje w produkcji zwierzęcej, jest porażenie prądem elektrycznym. Dzieje się tak z kilku powodów. W pomieszczeniach, w których przebywają zwierzęta zawsze występuje wilgoć. A nawet dziecko wie, że połączenie prądu i wilgoci może być śmiertelnie niebezpieczne. Druga rzecz, to mnogość urządzeń zasilanych prądem elektrycznym, jakie występują w produkcji zwierzęcej. Prądem zasilane jest bowiem nie tylko oświetlenie pomieszczeń, lecz także wspomniane promienniki podczerwieni, śrutowniki, mieszalniki, dojarki i całe mnóstwo innych urządzeń.

Trzeci i najważniejszy powód, dla którego prąd uważam za śmiertelnie niebezpieczny, to zaniedbania w eksploatacji i konserwacji urządzeń. Nie oszukujmy się – w większości gospodarstw są one na porządku dziennym. Po części wynikają one oczywiście z oszczędności. Producentom żywca, czy mleka trudno się dziwić – ich gospodarstwa znajdują się często w kiepskiej kondycji finansowej, tną więc absolutnie wszystkie koszty. Jednak nie należy zrzucać wszystkiego na realia rynkowe. Miałem kiedyś okazję gościć w dość dobrze rozwiniętym gospodarstwie, a mimo to znaleźć można w nim było taki obrazek jak zdemontowana obudowa skrzyni sterującej pracą śrutownika lub mieszalnika. Nie potrzeba wiele, by w takich warunkach wydarzył się groźny czy nawet tragiczny wypadek.

Odrębna kwestia to zagrożenie pożarowe. Wiadomo wszak, że zdecydowana większość pożarów w budynkach inwentarskich bierze się z niesprawnej instalacji elektrycznej. Warto być oszczędnym, ale nie do przesady. Przysłowiowe parę groszy, które zaoszczędzimy na naprawach instalacji i urządzeń, z pewnością nie zrekompensuje nam utraty dobytku, a zwłaszcza zdrowia i życia.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!