Niestety coraz większa ilość tuczarni opiera swoją produkcję na zagranicznym materiale.  Dlatego na Targach Ferma Świń i Drobiu w Łodzi – w tym województwie, - gdzie znajduje się największa liczba producentów trzody chlewnej tuczących zagraniczne prosięta, prof. Zygmunt Pejsak podkreślał, że rolnicy prowadzący taki rodzaj produkcji nie mogą sobie pozwolić na bagatelizowanie statusu zdrowotnego zwierząt.

- Za każdym razem, gdy sprowadzamy prosięta musimy pamiętać, że razem z ich przyjazdem wprowadzamy na teren swojego gospodarstwa nowe patogeny. Ryzyko jest jeszcze większe, gdy kupujemy materiał do tuczu od różnych producentów - prawdopodobnie z różnym statusem zdrowotnym. W takich przypadkach najczęściej dochodzi do kumulacji wirusów. Na początku zwierzęta klinicznie wyglądają na zdrowe jednak wraz z trwaniem tuczu zaczynają się pojawiać problemy – tłumaczył prof. Pejsak.

W takiej sytuacji, na koniec tuczu możemy obserwować większy procent tuczników niewyrównanych wagowo, a cały okres tuczu może się niepotrzebnie wydłużyć, co łączy się ze zwiększeniem kosztów.