Jutro miną dwa tygodnie, odkąd w kraju pojawiły się nowe ogniska afrykańskiego pomoru świń. Początkowo można było mieć nadzieję, że skończy się co najwyżej na kilku. Dziś wiemy, że z ogromną dozą prawdopodobieństwa czekają nas kolejne ogniska. Wydarzenia ostatnich dwóch tygodni ponownie skonfliktowały branżę rolniczą. Podzieliła się ona na dwa obozy. Pierwszy z nich całego zła dopatruje się w drobnych producentach trzody chlewnej. Pozostała część rolniczej opinii publicznej winą za ostatnie wydarzenia obarcza wszystkich, tylko nie siebie.

Oczywiście nie można przemilczeć faktu, iż znaczna część nowych ognisk wynikała prawdopodobnie z zaniedbań ludzkich. Bo jak inaczej nazwać skarmianie zielonek pochodzących z użytków na których bytowały dziki? Nie jest większą tajemnicą, że kontakt świń z taką paszą może być źródłem zakażenia. Skupiając się jednak na błędach ludzkich zapomina się często o podstawowym winowajcy.

Jak informują nas rolnicy z Podlasia, zapowiadane plany redukcji pogłowia dzików nie przyniosły większego efektu. Na polach wschodniej Polski spotkać można stada dzików liczące po kilkadziesiąt sztuk. Ma to swoje odzwierciedlenie w liczbie potwierdzanych przypadkach pomoru u dzików. W ciągu niespełna pół roku w naszym kraju stwierdzono więcej zachorowań u tych zwierząt, niż w ciągu trzech ostatnich lat. Przy takiej presji choroby w środowisku, nawet niewielki błąd ze strony człowieka może skończyć się fatalnie.

Zapominamy też często o jeszcze jednej ważnej kwestii: za miesiąc w kraju rozpoczną się żniwa. Należy oczekiwać że znaczna część upraw zbóż na obszarze występowania ASF będzie zanieczyszczona odchodami dzików, lub szczątkami padłych zwierząt. Prawdziwe apogeum rozwoju choroby może nastąpić właśnie na przełomie lipca i sierpnia, kiedy to do chlewów trafi słoma i zboże pochodzące z nowych zbiorów. Co gorsza, nie da się wykluczyć, że zboże z takich upraw dotrze w regiony w których do tej pory choroba nie występowała.

Nie należy oczywiście lekceważyć kwestii przestrzegania zasad bioasekuracji przez rolników. Nikt nie twierdzi, by wygaszać produkcję we wszystkich drobnych gospodarstwach, jednak zasady dotyczące ochrony biologicznej muszą obowiązywać wszystkich producentów, niezależnie od tego czy utrzymują dwie, czy dwa tysiące świń. Podstawą powinno być jednak skuteczne ograniczenie pogłowia dzików, a co za tym idzie presji wirusa w środowisku. W przeciwnym razie wszelkie zasady bioasekuracji mogą okazać się niewiele warte.

Zobacz również: Jaka odpowiedź rządu na atak ASF?

Podobał się artykuł? Podziel się!