Jak poinformował na konferencji prasowej wiceprezes NIK Marek Zająkała, niewystarczające i nieskuteczne były kontrole wykonywane przez Inspekcję Weterynaryjną, Inspekcję Ochrony Środowiska i Państwową Inspekcję Sanitarną.

Stwierdzono, że brakuje rozporządzeń dotyczących sprawowania nadzoru nad fermami przez powiatowych lekarzy weterynarii, nie ma też rozporządzenia dotyczącego uciążliwości zapachowych związanych z działalnością ferm. Izba oceniła, że niedostateczna była współpraca pomiędzy inspekcjami.

"W związku z negatywną oceną nadzoru organów państwa nad tymi fermami NIK wystąpiła z wnioskiem do Prezesa Rady Ministrów o spowodowanie zmian pozwalających na uzyskiwanie wiarygodnych informacji o liczbie przemysłowych ferm" - powiedział Zająkała. Dodał, że wnioski zostały także sformułowane pod adresem ministerstwa środowiska i ministerstwa rolnictwa.

Zająkała wyjaśnił, że są duże rozbieżności między ewidencją prowadzoną przez służby weterynaryjne, a danymi GUS. W ocenie Izby, wynikają one z odmiennego zakresu rejestrowanych przez nich informacji.

Jak zaznaczył wicedyrektor NIK Waldemar Wojnicz, nie ma jednoznacznej definicji co to jest wielkoprzemysłowy chów trzody. Zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska za taki uważa się gospodarstwa powyżej 2000 sztuk trzody o wadze powyżej 30 kg lub posiadające 750 sztuk macior. Takie fermy muszą m.in. wykazać, że zgodnie z przepisami zagospodarowują odchody zwierząt (gnojówkę i gnojowicę).

NIK uważa, że trzeba w tym zakresie zmienić uregulowania i kierować się uciążliwością, jaką ferma wywołuje dla okolicznych mieszkańców i środowiska.

Problemem jest też umiejscowienie tych ferm - większość znajduje się w północno-zachodniej Polsce - w rejonach atrakcyjnych pod względem turystycznym, często na obrzeżach parków krajobrazowych, rezerwatów przyrody czy obszarów Natura 2000.

Kontrola NIK wykazała, że firmy prowadzące przemysłowy tucz świń nie przestrzegały w pełni przepisów dotyczących ochrony środowiska.

W opinii NIK, wielkoprzemysłowe fermy tuczu trzody chlewnej powinny być pod szczególnym nadzorem, bo z powodu dużej koncentracji chowu występują tam zagrożenia zdrowia zwierząt i ludzi.

Z raportu wynika m.in., że właściciele wielkich ferm nagminnie zatruwają środowisko. Wylewają gnojowicę na pola, a padłe zwierzęta zakopują, zamiast je utylizować.

Kontrola NIK została przeprowadzona w II półroczu 2006 r. Obejmowała okres od 1 stycznia 2004 r. do 30 czerwca 2006 r. Dotyczyła ona 64 instytucji, w tym ministerstwa rolnictwa, ministerstwa środowiska, Głównego Inspektoratu Weterynarii, Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, a także kilkudziesięciu wojewódzkich i powiatowych inspektoratów weterynarii na terenie całego kraju.

Skontrolowano 13 wielkoprzemysłowych ferm na terenie 7 województw, w tym trzy fermy, których właścicielem jest spółka Prima Farms (koncern Smithfield).

Jak wyjaśnił Zająkała, raport został przedstawiony dopiero w styczniu br., gdyż informacje wysyłano do właściwych ministrów, dając im możliwość zajęcia stanowiska.

Zdaniem Marka Krydy z Instytutu Ochrony Roślin, wyjaśnienie wiceprezesa jest nieprawdziwe, gdyż kontrola została zakończona już na wiosnę, a NIK wstrzymywał się upublicznieniem informacji o nieprawidłowościach dotyczących wielkoprzemysłowego tuczu trzody.

Źródło: PAP