Agnieszka i Alfred Ciszewiczowie prowadzą gospodarstwo zajmujące się produkcją  prosiąt. Zauważają, że niektórzy kupcy zaczynają do nich powracać po tym jak przekonali się, że zakup drogich zagranicznych prosiąt nie opłaca się przy drogich paszach i niskich cenach żywca panujących w Polsce.

- Przy tak niskich cenach żywca obserwujemy, że niektórzy producenci z większym przekonaniem patrzą na zakup polskich prosiąt. Jeżeli zachodnie warchlaki jeszcze jakiś czas temu kupowali w cenie grubo powyżej 300 zł,  a teraz sprzedają tuczniki poniżej 5 zł netto na wagę żywą, to w żadnym razie nie mogą wyjść na plus – mówi Agnieszka Ciszewicz, z Małachowa w woj. wielkopolskim.

Aktualnie ich stado podstawowe loch liczy 100 szt. nie myślą o redukcji ale na zwiększenie produkcji również nie mają szans ze względu na brak możliwości zakupu ziemi i ciasną zabudowę sąsiadujących z gospodarstwem budynków.

Dlatego nie widzą dla siebie żadnej szansy na rozwój w przygotowywanym przy Ministerstwie Rolnictwa programie odbudowy pogłowia świń. Z tego co na razie wiadomo pomoc finansowa miałaby trafić do gospodarstw, które zajmują się produkcja prosiąt, a stada loch liczą min. 150 szt.

Według pani Agnieszki jest to spore zagrożenie dla średnich gospodarstw, które przyzwoicie funkcjonują i kolejna promocja wielkotowarowych produkcji - nie zawsze dopasowana do realiów polskiej wsi.

-To znowu może spowodować wyeliminowanie z rynku średnich gospodarstw takich jak my. Nawet jeżeli program wejdzie w życie to my się na niego nie załapiemy. Nie wiem jak to wszystko wpisuje się w zapewnienie samowystarczalności w produkcji wieprzowiny w Polsce – podkreśla Agnieszka Ciszewicz. Podobał się artykuł? Podziel się!