Podczas debaty na temat "Przyszłość rozwoju produkcji trzody chlewnej w Polsce" zorganizowanej przez POLSUS na Targach Ferma w Łodzi, eksperci podkreślali, że za rok grono producentów świń obecnych na Targach może być 0 połowę mniejsze. A podawanie tutaj niskiej opłacalności jako głównego powodu zapaści w krajowej produkcji świń jest zbyt ogólne.

PODZIELENI ROLNICY NIC NIE WYWALCZĄ

Dużym problemem, który ogranicza walkę rolników o wspólne cele, jest brak zjednoczenia krajowych producentów świń. Mimo trudnej dla nich wszystkich sytuacji, nadal nie mówią jednym głosem i nie walczą o swoje prawa. Niepojęte jest ciągle to, że kilku ekologów potrafi wstrzymać budowę autostrady, a 360 tys. producentów świń nie potrafi stworzyć jednej silnej organizacji. - Nas, producentów, parę lat temu udało się podzielić na małych, średnich i dużych. Nie da się ukryć, że duże fermy świń nadal są wskazywane jako przyczyna niedoli mniejszych 1 średnich gospodarstw trzody chlewnej. Mówiąc szczerze, dzisiaj tylko one są w stanie konkurować z zachodnimi gospodarstwami. Tak naprawdę, sam jeździłem po Polsce cztery lata, po grupach producenckich, i namawiałem do tego, aby producenci zjednoczyli się i stworzyli jeden związek, o jednym silnym głosie. Przecież producentów świń w Polsce jest 360 tys., potencjalnie stanowią wielką siłę. Ten rów pomiędzy rolnikami trzeba teraz zasypać i starać się walczyć o wspólne prawa i kształtowanie bardziej przyjaznego otoczenia dla naszego działania i rozwoju - mówił dr Marian Kapłon, który prowadzi dobrze prosperującą fermę świń.

Do tej pory w Polsce nie było pomysłu, strategii ani zainteresowania rządzących na to, w jakim kierunku poprowadzić produkcję, tak aby Polska była konkurencyjna w produkcji wieprzowiny w porównaniu z innymi krajami Europy, ale też samowystarczalna. Jak podkreślał podczas debaty dr Tadeusz Blicharski, dyrektor POLSUS, poziom samowystarczalności dla naszego kraju jest coraz niższy. W 2011 r. wyniósł 86 proc. i nic nie zapowiada, aby miał wzrosnąć.