- Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do Holandii zmienił się całkowicie kierunek naszego myślenia. Zrozumieliśmy, że tylko dobrze zorganizowane gospodarstwa, o dużym charakterze produkcji świń mają rację bytu. To było nasze pierwsze spostrzeżenie. Później staraliśmy się jak najwięcej czerpać z wiedzy Holendrów, którzy byli otwarci na współpracę - mówi Piotr Janicki.
Rolnicy szybko zaadaptowali porady Holendrów w swoich gospodarstwach.
- Najpierw zrozumieliśmy jak bardzo usprawnia pracę przy zwierzętach, chów wszystkich grup produkcyjnych na rusztach. Wielu z nas już po pierwszej wizycie zdecydowało na zmianę sposobu utrzymania zwierząt w swoich chlewniach. Wtedy zaczęliśmy także rezygnować z jednolitego żywienia tuczników.Tylko postanowiliśmy dzielić tucz na dwie, a nawet trzy fazy. Tak, aby jak najlepiej dostosować podawaną paszę do potrzeb pokarmowych zwierząt i jednocześnie zaoszczędzić na komponentach białkowych pod koniec tuczu, kiedy są najgorzej wykorzystywane przez tuczniki - podkreśla producent.
Jednak głównym spostrzeżeniem była zmiana świadomości pod kątem wielkości produkcji gospodarstwa.
- W tamtych czasach produkowałem rocznie 200 sztuk tuczników nie myślałem o tym, aby powiększać stado. Lecz po wizycie w Holandii przekonałem się jak ważna jest wielkość produkcji i jak mocno wpływa na jej opłacalność. Zobaczyłem jak funkcjonują tam chlewnie, które tygodniowo ubijają 100 tuczników. Na takich obiektach pracowała tam jedna osoba i całkiem dobrze sobie radziła dzięki dobrej organizacji i prowadzeniu dokładnej dokumentacji dotyczącej zwierząt. Teraz rocznie produkuję 1200 tuczników. W dalszym powiększaniu produkcji ogranicza mnie na razie ilość ziemi i brak miejsca na dostawienie dodatkowej chlewni - mówi Piotr Janicki.

















Witam, doszły do mnie pogłoski, że mają się skończyć dotacje na hodowlę trzody chlewnej, czy to prawda? byłabym wdzięczna za odpowiedź na maila fb.90@wp.pl Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję