Grzegorz Pruszkowski, hodowca świń z Galomina w woj. mazowieckim od 15 lat zajmuje się hodowlą trzody chlewnej. Zdecydował się na ten rodzaj produkcji, bo jak mówi – hodowla daje większą satysfakcję. Najbardziej wtedy gdy wiem, że klienci są zadowoleni z zakupionych loszek lub knurków.

W stadzie podstawowym jest w sumie 80 loch w tym rasy: wbp, pbz i duroc.

To na co szczególnie zwraca uwagę hodowca to baczna, codzienna obserwacja zwierząt. - Każdego dnia musimy oceniać jak zachowują się lochy. Szczególnie w momencie, gdy trafiają na porodówkę, tam najlepiej można to sprawdzić – wyjaśnia Grzegorz Pruszkowski.

Warto dodać, że lochy na porodówce są karmione trzy razy dziennie. Pasza jest zadawana ręcznie do koryt. Oprócz tego, że tak częste karmienie korzystnie wpływa na utrzymanie dobrej kondycji i zdrowia układu moczowo-płciowego – poprzez zachęcanie lochy do częstszego wstawania, jest też dobrą okazją do doglądania samic.

W ciągu czterech tygodni odchowu prosiąt przy lochach od porodu, hodowca obserwuje samice. Każde niepokojące zachowanie jak: niska mleczność, większa częstotliwość przygnieceń, problemy przy porodzie, mała liczba żywo urodzonych prosiąt, problemy z nogami - są sygnałem, który może przyczynić się do zrezygnowania z danej samicy w hodowli.

- Nie mogę sobie pozwolić na to, aby na siłę utrzymywać samice, z których nie jestem zadowolony. Byłoby to zbyt ryzykowne, bo mogłoby obniżać jakość sprzedawanych zwierząt hodowlanych. Dzięki temu, że prowadzę hodowlę mogę przeprowadzać ostrą selekcję, ponieważ stale w gospodarstwie dysponuję materiałem hodowlanym. Dlatego nie czekam na siłę, aż któraś locha zacznie przynosić większe straty – mówi hodowca.