Pomimo sukcesywnego wzrostu cen żywca w skupie i na targowiskach i umiarkowanego obniżenia cen zbóż podstawowych, opłacalność tuczu pozostaje nadal niska. Nie da się ukryć, że z wielu mniejszych zakładów mięsnych w ostatnim czasie dobiegały informacje, że zdarzają się deficyty tuczników odstawianych przez rolników na ubój.

- Z podażą żywca wieprzowego na razie nie mamy problemów -  żywca wystarcza na nasze uboje. Jednak aktualna cena jest bardzo wysoka, jeżeli chodzi o dalsze możliwości sprzedaży mięsa – mówi Dariusz Kędzia kierownik zakupu żywca PKM Duda.

Mimo tego liderzy rynku mięsnego nie mogą polegać wyłącznie na krajowych zwierzętach. - W kraju jest bardzo niskie pogłowie my posiłkujemy się oprócz zasobów krajowych mięsem zachodnim.  Tygodniowo nasze zapotrzebowanie wynosi około 20 - 22 tys. sztuk zwierząt na ubój. Brakujące ilości dokupujemy za granicą. Uboje są na niższych poziomach niż wcześniej, bo zdarzało się że uboje tygodniowe wynosiły 30 tys. sztuk, ale aktualnie nie ma zapotrzebowania aby je zwiększać.

Jak podkreślił kierownik zakupu żywca w PKM Duda, najwięcej tusz wieprzowych jest sprowadzanych z Niemiec. Główną zaletą jest stosunkowo mała odległość ich transportu.

Z drugiej strony cena jest już porównywalna do zakupów, których dokonujemy w kraju u naszych producentów i hodowców świń. Ta cena praktycznie już się wyrównuje. W tym tygodniu cena zakupu tusz wieprzowych w Niemczech wynosi 1,93 EUR/kg tuszy netto i jest ona wyższa niż w poprzednim tygodniu.

- Jeśli wzrośnie popyt na wieprzowinę na rynku i będziemy wiedzieli, że to się sprzeda, to moim zdaniem cena za tusze w Niemczech może osiągnąć 2 EUR/kg netto. Tym bardziej, że dochodzą nas słuchy, że pogłowie świń za granicą podobnie jak u nas w kraju, spada. Na razie nie można oczekiwać spadku cen wieprzowiny w  skupach. Jeżeli już coś się zmieni to prędzej będzie to stagnacja cen na aktualnie wysokim poziomie, niż ich spadek – podkreśla Kędzia.

Jakość zwierząt fermowych dostępnych w kraju jest praktycznie taka sama jak tuczników zagranicznych. - Jednak z drugiej strony biorąc pod uwagę surowiec skupowany od mniejszych rolników w kraju, to tym temacie jest jeszcze wiele do zrobienia – tłumaczy kierownik zakupu żywca.

Pewnym zabezpieczeniem dla zakładów mięsnych jest prowadzenie tuczu usługowego i ścisła współpraca z rolnikami.  – Zwierzęta pochodzące z tuczu usługowego to dla nas pewny towar. Wiemy, że go mamy i w dodatku są to zwierzęta o dobrej jakości. W przyszłości ten rodzaj współpracy z rolnikami będzie się nadal rozwijał. Obecnie w tym systemie mamy 20 tys. tuczników.  Chcemy w przyszłym roku zwiększyć wielkość  tej usługi nawet o 100 proc. W aktualnej sytuacji cenowej my płacimy rolnikom w przybliżeniu 40 zł/szt. netto. Ile z tego zostaje rolnikowi, to już zależy od jego gospodarowania. Wiadomo, że przy rusztowym utrzymaniu zwierząt, na pewno rolnikowi zostaje więcej, bo utrzymanie na ściółce wychodzi drożej ze względu na drogą obecnie słomę. W większości prosięta do takiego tuczu są importowane z Danii – mówi Dariusz Kędzia.