Pan Ryszard Szopa od 18 lat prowadzi gospodarstwo specjalizujące się w hodowli trzody chlewnej; obecnie ma 250 loch stada podstawowego. 

Wszystko zaczęło się, gdy pojechałem do Holandii i zobaczyłem, że produkcja trzody chlewnej może całkowicie inaczej wyglądać, niż to co było u nas w kraju blisko 20 lat temu. Tam przekonałem się, że można prowadzić stado świń w cyklu zamkniętym, mieć dobre wyniki produkcyjne, stworzyć przyjazne warunki bytowe zwierzętom i dodatkowo na tym zarabiać. To przeważyło o chęci podjęcia przeze mnie takiego rodzaju produkcji – tłumaczy producent z Janowa. W tym samym kierunku poszli również dwaj synowie pana Szopy, którzy również prowadzą produkcję świń w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Janowa.  W sumie posiadają u siebie prawie 400 loch w trzech stadach podstawowych. Razem w ciągu roku są w stanie wyprodukować  nieco ponad 10 tys. tuczników. Można powiedzieć, że tworzą nieformalną, rodzinną grupę producencką. Razem planują produkcję, wzajemnie się wspierają i negocjują w skupach. 

CYKL ZAMKNIĘTY TO WYŻSZA SZKOŁA JAZDY

Nie dziwię się niektórym, że nie chcą się zdecydować na chów świń w cyklu zamkniętym i wolą przejść na wyłączny tucz warchlaków. Moim zdaniem, prowadzenie i zarządzanie sekcją rozrodu, to wyższa szkoła jazdy. Łatwo jest popełniać w tym zakresie błędy, a te wynikają najczęściej z niewiedzy  lub z ignorowania niektórych informacji. Jedyną okazją do dokształcenia się na temat produkcji są konferencje organizowane przez firmy żywieniowe i genetyczne. To one robią najwięcej w tym zakresie. Na takich spotkaniach dydaktycznych można dokładnie przedstawić i przedyskutować swoje problemy w gronie hodowców i specjalistów. Dlatego myślę, że jest to najlepsza okazja do zdobywania wiedzy – podkreśla pan Ryszard.