Powodem takich decyzji są duże wymagania, jakie niesie ze sobą chów zwierząt w cyklu zamkniętym. Nie zawsze producenci są w stanie osiągnąć zadowalające wyniki, w szczególności dotyczące użytkowości rozpłodowej loch.

- Wśród największych błędów znajduje się przedwczesne brakowanie loch oraz przeprowadzanie remontu stada w jednym terminie w ciągu roku, a nie w równomiernie zaplanowanych odstępach czasowych. Nieprzemyślane brakowanie i remont stada powoduje, że w jednym momencie do stada trafia duża ilość młodych loszek, które optimum użytkowości rozrodczej osiągną między 3 a 5 miotem. Taka sytuacja powoduje, że w jednym momencie rolnik odczuwa znaczący spadek produkcyjności stada. Jest to jeden z powodów, dla którego niektórzy przechodzą na tucz otwarty, decydując się na zakup prosiąt - bardzo często od naszych zachodnich sąsiadów. Nie zawsze jest to dobry wybór, bo chociaż zagraniczne prosięta mogą pochodzić z dobrej hodowli, to często charakteryzują się mniejszą odpornością zdrowotną na nasze krajowe warunki środowiskowe, w wyniku czego częściej chorują. Jest to niepokojące zjawisko, ponieważ prowadzi do dalszego spadku pogłowia stada podstawowego loch - tłumaczy Stanisław Niemyjski.