Teraz planowany jest odstrzał ponad 3 tys. dzików na Podlasiu. Grzegorz Leszczyński z Podlaskiej Izby Rolniczej mówi w rozmowie z redakcją farmer.pl, że populacja dzików wymknęła się spod kontroli już w ubiegłym roku.

- W związku z zagrożeniem ASF już latem zeszłego roku nie można było dokarmiać dzików. Dlatego dziki w większym stopniu zaczęły szukać pożywienia na polach. Szkody były ogromne. W dodatku ich populacja cały czas się zwiększała. Głównym powodem był obowiązek badania ustrzelonych dzików pod kątem ASF i konieczność przechowywania ich w chłodni do momentu otrzymania wyników próbek. To zniechęciło myśliwych do przeprowadzania odstrzału zwierząt - tłumaczy prezes.

Jednocześnie, Grzegorz Leszczyński zauważa, że dziki stały się dziś głównym wektorem szerzenia się afrykańskiego pomoru świń. Częściej wchodzą w pola, a tam zostają po nich odchody. Zanieczyszczenie ziemi odchodami dzików, które mogą być skażone wirusem pomoru jest bardzo groźne. Maszyny pracujące na polach trafiają później do gospodarstwa z nimi na kołach, czy też na butach gospodarzy bardzo łatwo jest zawlec wirusa do gospodarstwa.

- Powinno się dążyć do tego, aby zredukować populację dzików. W rejonie Podlasia jest utrzymywanych około 350 tys. świń. Odpowiednie władze powinny rozważyć czy bardziej zależy im na kilku tysiącach dzików, czy na trzodzie utrzymywanej w gospodarstwach. Długo czekano z decyzją o odstrzale dzików. Wydał ją dopiero nowy Główny Lekarz Weterynarii. Trudno powiedzieć czy ten odstrzał będzie wystarczający. Dużo zależy od mobilizacji i zdyscyplinowania kół łowieckich - mówi prezes Grzegorz Leszczyński.