- Generalnie, większość dużych firm mięsnych, do których zalicza się także nasz zakład, ma swoje własne wolne moce produkcyjne, które stara się na wszelkie możliwe sposoby wykorzystać. Środki finansowe w pierwszej kolejności przeznacza się na rozwój organiczny - stwierdził Krzysztof Woźnica.

- Jeśli chodzi o instytucje finansowe, to większość z nich nie jest zainteresowana inwestycjami w polską branżą mięsną. Jednak z drugiej strony: jak zainteresować inwestora finansowego wejściem w branżę, której średnia rentowność netto, według danych GUS wynosi 1,5 proc.? Musi minąć jeszcze wiele czasu, aby rynek mięsa zdołał się unormować poprzez konsolidacje, przede wszystkim na zasadzie współpracy poszczególnych zakładów mięsnych. Kiedy rentowność branży wzrośnie, będzie można mówić o realnych szansach na fuzje kapitałowe - dodał.


Zwrócił uwagę, że w tej chwili obserwujemy raczej proces eliminacji zakładów, które nie radzą sobie z trudną sytuacją na rynku mięsa. - W serwisie portalspozywczy.pl możemy często przeczytać informacje na temat zakończenia działalności przez kolejne podmioty. Na razie rynek klaruje się tą drogą. Na duże fuzje, bądź przejęcia musimy jeszcze poczekać - prognozował szef ZM Silesia.

- To samo tyczy się sytuacji na rynkach finansowych. Podobnie jak np. firma Tarczyński dążymy do upublicznienia naszych akcji na giełdzie. Jednak jest to trudne przy obecnym stanie rynków kapitałowych, kiedy każdy zastanawia się kiedy przyjdzie odbicie na giełdzie, kiedy będzie dobry moment, żeby z powrotem wrócić do tematu IPO? Myślę, że miną minimum dwa-trzy lata, zanim będzie można na poważnie zacząć mówić o jakiejkolwiek konsolidacji kapitałowej w branży mięsnej - zapowiedział.

Podobał się artykuł? Podziel się!