Zdaniem Krzysztofa Woźnicy o okresie, gdy producenci drobiu inwestowali, otwierali nowoczesne kurniki oraz zakłady ubojowe, produkcja tuczników stała w miejscu - dalej dominowały małe niewielkie hodowle i wykorzystywano nieodpowiednie pasze. 

Prezes Zakładów Mięsnych Silesia tłumaczył, że duzi polscy przetwórcy mięsa wieprzowego są tak naprawdę zmuszeni do importowania surowca z zagranicy, ponieważ polski rynek ubogi jest w wystandaryzowane mięso najwyższej jakości.

- Szczególnie w dwóch ostatnich latach zarzuca się nam, największym przetwórcą w kraju, że importujemy wieprzowinę z zagranicy, kiedy polska wieprzowina jest taka tania. Owszem, jest ona tania jednak nie jest to produkt o wystandaryzowanej jakości, jakiego my do przetwórstwa potrzebujemy. (...) Bardzo chętnie jako przetwórcy kierowalibyśmy się patriotyzmem, natomiast surowca w takich ilościach na polskim rynku po prostu nie ma. Półtusz klasy S na polskim rynku możemy kupić w ciągu tygodnia 5 samochodów. Potrzebujemy ich 40. To jest potężny problem  - podkreślał Woźnica.

Analizując sytuację na rynku wieprzowiny z perspektywy biznesowej  Krzysztof Woźnica ocenił, że nie należy się spodziewać szybkiego odbicia cen wieprzowiny.

- Naprawdę przespaliśmy parę ostatnich lat. Teraz sytuacja związana z ASF dobiła wszystkich, bo przetwórcom też się oberwało - podkreślił.

Jak wyjaśnił niskie ceny na rynku trzody chlewnej uderzają nie tylko w samych producentów, ale także przetwórców, którzy notują spadek konsumpcji określonych produktów z powodu wzrostu zainteresowania mięsem kulinarnym.

- Dobrym przykładem są okresy świąteczne, kiedy sprzedaż wędzonek tak naprawdę umarła. Na początku grudnia ludzie całymi wózkami wywożą z marketów mięso i sami przygotowują wędzonki, pieką lub gotują mięso - zauważył Krzysztof Woźnica podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Zobacz więcej na portalspozywczy.pl