Rolnicy, których gospodarstwa znajdują się w obszarze zagrożenia ASF nie mogą sprzedać swoich zwierząt. Wczoraj przedstawiciele kilku grup producenckich producentów trzody chlewnej protestowali pod ministerstwem rolnictwa w Warszawie, mając nadzieję, że podjęte zostaną odpowiednie kroki i będą mogli kontynuować produkcję.

- Czekamy na wyznaczenie miejsc skupu. Nikt już nawet nie mówi o korzystnej cenie, chcemy tylko sprzedać - powiedział podczas protestu pod ministerstwem rolnictwa Łukasz Hornowski z okolic Łosic, członek grupy Rol-Tucz. - Z naszego punktu widzenia zagrożenie wydaje się błahe, bo tereny gdzie znaleziono zarażone ASF dziki znajdują się ok 150 km od nas, a u nas zwierzęta stoją i nie możemy ich sprzedać. Ludzie są na krawędzi bankructwa - dodaje.

Problem nie dotyczy jednak tylko rolników ze strefy buforowej zagrożonej ASF, ale również powiatów sąsiadujących.

- Nikt od nas nie chce żywca wieprzowego kupić, a jeśli kupuje to za śmieszne pieniądze. 3,50 to już w tej chwili dobra cena, za którą się u nas kupuje żywiec. Nie radzimy sobie, jesteśmy zostawieni sami sobie, a ogłasza się nam kolejne strefy buforowe - powiedział Tomasz Sprzączak, wiceprezes zrzeszenia producentów trzody chlewnej Schab - Rol w Zbuczynie, w województwie mazowieckim, powiecie siedleckim.

- Nasz teren na szczęście nasz teren nie został objęty strefą buforową zakazu ruchu trzody chlewnej, ale mamy bardzo duże problemy ze sprzedażą świń, tuczników, warchlaków, ceny są bardzo niskie, poniżej kosztów opłacalności. Może to doprowadzić do bankructwa naszych gospodarstw oraz całej branży, która jest związana z naszą produkcją. - dodał Sylwester Dzyr, prezes grupy „Bekon - Plus" z Gęsi w województwie lubelskim, powiecie parczewskim. Cena skupu żywca w tej okolicy spadła do 3,30 zł z kg, a skup prowadzą jedynie małe lokalne zakłady. - Zakłady, które eksportują wieprzowinę bardzo ograniczyły skup. Jeden z naszych głównych odbiorców za Puławami nie chce odbierać wieprzowiny z tej strony Wisły, bo boi się że na Wiśle będzie ustanowiona granica, która wyznaczy obszar Polski, z którego wieprzowina nie będzie mogła być eksportowana. W tej chwili produkcja nie jest opłacalna, niezależnie od tego, czy ktoś produkuje w cyklu zamkniętym, czy kupuje prosięta. Za pół roku może nie być świń na naszym terenie - przewiduje Dzyr.