Jedyną szansą na utrzymanie się małych zakładów na rynku jest produkcja wysokojakościowej żywności. Na takie wędliny łatwo znaleźć klientów. Ale coś za coś. W tym wypadku „lepiej" musi oznaczać „drożej".

- My większość produktów wytwarzamy praktycznie jeszcze z ciepłego mięsa, czyli ten surowiec musi być blisko. To oznacza, że tuczniki musimy ubijać niemal na miejscu i w tym samym dniu produkować wędliny. Tak robimy m.in. kiełbasę wiejską - tłumaczy Fryderyk Kapinos, dyrektor marketingu Przedsiębiorstwa Przemysłu Mięsnego „Taurus".

To oznacza, że każde zwierzę trzeba zmierzyć, sklasyfikować i na tej podstawie wycenić. I tu pojawiają się schody. Powszechnie stosowany przez duże zakłady systemem EUROP - sporo kosztuje. Zakup maszyn do pomiaru to koszt powyżej 300 tysięcy złotych. Na taki wydatek nie każdego stać, a już na pewno nie małe zakłady masarskie. Alternatywą jest znacznie tańsza metoda.

Popularnie nazywa się ja „ZP" od niemieckiego: Zwai Punkt Metode, czyli metoda dwóch punktów. Polega na w miarę dokładnym pomiarze grubości słoniny i mięsa w konkretnych miejscach danej półtuszy. Na tej podstawie wylicza się ogólną wartość partii i wycenia. Opracowany przez niemieckich naukowców system praktycznie nic nie kosztuje, nie trwa zbyt długo i jest w miarę precyzyjny. To wszystko razem oznacza jedno - gigantyczne oszczędności.

- Nowy system daje duże możliwość małym zakładom oceny tuczników i ich klasyfikowania. Na tej podstawie zakład będzie się potem mógł we wcześniej ustalony sposób rozliczać z dostawcami, czyli rolnikami - mówi Tadeusz Blicharski, z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS".

Podobał się artykuł? Podziel się!