"Farmer": Jest Pan uznawany w branży za człowieka bezkompromisowego, który nie boi się głośno przedstawiać swoich poglądów. Bywa, że są one nie na rękę władzy. To w obecnych czasach ryzykowne. Nie obawia się Pan konsekwencji takiej postawy?

Jacek Łukaszewicz: Moim obowiązkiem jest reprezentowanie stanowiska samorządu lekarsko-weterynaryjnego. Natomiast nie wiem, skąd się wziął pogląd o możliwych kłopotach. Moja współpraca z Ministerstwem Rolnictwa jest dobra. Niech świadczy o tym choćby projekt obligatoryjnego znakowania psów, a także wprowadzenie pakietu ustaw ułatwiających zwalczanie ASF-u, czyli mówiąc jednym słowem - bioasekuracja. Te wszystkie przepisy powstawały przy naszej współpracy. Rzeczą naturalną jest, że czasem różnimy się z ministrem. Jednak zapewniam, że w większości przypadków dochodzimy do wspólnego zdania. I zależy mi, aby tak pozostało.

Jednym z tematów, które poróżniły Pana z ministrem rolnictwa, jest propozycja łączenia pięciu agencji w jedną - Państwową Inspekcję Bezpieczeństwa Żywności. Czy jest Pan w stanie przekonać zwykłego hodowcę, że ta zmiana będzie miała dla niego negatywne skutki?

Oczywiście i to w bardzo prosty sposób. Niestety, mitem jest, że stworzenie jednego organu będzie oznaczało dla rolników zmniejszenie czasu kontroli. Będzie ich mniej ilościowo, ale czasowo będą trwały co najmniej tyle samo, gdyż wszystkie obszary działalności tak jak dotychczas będą musiały być skontrolowane. Jeśli faktycznie dojdzie do połączenia jednostek, to kontrola znacznie się wydłuży. Owszem, do gospodarstwa przyjedzie przedstawiciel jednej inspekcji, ale nie będzie on sam. Razem z nim pojawią się reprezentanci tych wszystkich wchłoniętych inspekcji, aby skontrolować przypisane im obszary produkcji. Może dojść nawet do takiej sytuacji, że w dużych gospodarstwach kontrola potrwa kilka dni. Pośpieszne przeprowadzenie takiej reformy może też stanowić zagrożenie dla polskiego eksportu żywności. A jego potencjalne załamanie na pewno odczuliby też rolnicy. Nie chcę jednak straszyć rolników. Tym bardziej że z tego, co się orientuję, to projekt trafił do tzw. zamrażalki sejmowej.