PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Przydomowy chów trzody chlewnej – kozioł ofiarny, a może czarna owca branży mięsnej?

Przydomowy chów trzody chlewnej – kozioł ofiarny, a może czarna owca branży mięsnej? Do ministra rolnictwa trafiło pismo autorstwa Aleksandra Dargiewicza, przedstawiciela Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej. Sygnujący ten dokument apelują o wprowadzeniem bezwzględnego zakazu hodowli trzody chlewnej wśród rolników

Autor: Tomasz Parzybut

Dodano: 30-07-2017 07:46

Tagi:

Jak zatrzymać ASF? W branży mięsnej zdania są podzielone. Szukając odpowiedzi, rozmawialiśmy z reprezentantami dwóch przeciwnych stanowisk.



Do ministra rolnictwa trafiło pismo autorstwa Aleksandra Dargiewicza, przedstawiciela Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej. Sygnujący ten dokument apelują o wprowadzeniem bezwzględnego zakazu hodowli trzody chlewnej wśród rolników, którzy nie spełniają podstawowych zasad bioasekuracji. Chodzi tu głównie o przydomowe hodowle. Pomysł budzi spore kontrowersje. Janusz Walczak, przewodniczący Solidarności Rolników Indywidualnych Regionu Kujawsko-Pomorskiego, uważa, że wygaszanie hodowli do niczego dobrego nie doprowadzi. Niniejszy wywiad prezentuje i uzasadnia obydwa stanowiska.

"Farmer": Czy wiadomo już coś więcej o ostatnich przypadkach zarażenia świń chorobą ASF na Podlasiu? Jak do tego doszło?

Aleksander Dargiewicz: Z informacji, które do mnie dotarły, wynika, że do wystąpienia ognisk doprowadził błąd ludzki, a mianowicie brak bioasekuracji, o którym od kilku lat nieustannie się mówi. Rolnicy mimo zakazu używali zielonki do skarmiania świń, w której znalazły się między innymi odchody pochodzące od zarażonych dzików.

"Farmer": W połowie czerwca do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi trafiło pismo z apelem Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej. Zarzuca Pan w nim organom państwowym brak zdecydowanych działań i proponuje rozwiązanie polegające na likwidacji chlewni niespełniających zasad bioasekuracji. Czy to nie są zbyt restrykcyjne działania?

Aleksander Dargiewicz: Uważam, że takie działanie jest nieuniknione. W Polsce rezygnacja z produkcji świń powinna następować za odpowiednią rekompensatą. Podam przykład Hiszpanii. To właśnie dlatego, że ten kraj chciał utrzymać przydomową hodowlę świń, walka z chorobą trwała tam aż 35 lat. Koniec końców, po 35 latach, po tej długiej batalii i tak nie było już małych hodowli, które nie spełniały podstawowych norm sanitarnych.

"Farmer": A co Pan sądzi o tym apelu?

Janusz Walczak: Bardzo łatwo jest wygaszać hodowle, ale później ich odbudowa jest już dużo trudniejsza. Takich przypadków rujnowania różnych gałęzi rolnictwa było już w przeszłości całkiem sporo. Uważam, że lepiej jest edukować rolników niż zmuszać ich do likwidacji czy, nie daj Boże, jeszcze karać mandatami. Takie działania nie prowadzą do niczego dobrego.

"Farmer": Jednak cała branża cierpi właśnie przez kilku niewielkich hodowców, u których w hodowli w ostatnim czasie wystąpiło ASF.

Janusz Walczak: Skoro tak, to proszę mi od razu odpowiedzieć, jak potraktować rolnika, który stosował bioasekurację, ma duże gospodarstwo i pojawił się u niego wirus? Bo też mogą być takie przypadki. Czy tu również powinniśmy eliminować produkcję?

"Farmer": Zastanawiam się, jak na apel zareagowali członkowie Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej. Czy wszyscy podzielają Pana pogląd?

Aleksander Dargiewicz: Chciałbym, aby mój apel został dobrze zrozumiany. My naprawdę nie mamy nic przeciwko przydomowej hodowli. Zależy mi tylko na tym, by spełniała ona normy sanitarne. Trzeba na to spojrzeć z boku. Z jednej strony mamy kilkuset producentów trzody chlewnej na Podlasiu, a z drugiej mamy cały kraj, całą branżę mięsną, która cierpi właśnie przez te gospodarstwa, które nie dostosowują się do standardów. W tym momencie trzeba podjąć decyzję, czy chronimy kilkuset hodowców, czy wybieramy całą branżę.

"Farmer": Ciekawe, na ile skuteczny będzie apel. Umówmy się, Podlasie to okręg wyborczy obecnego, jak i byłego ministra. Nikt nie chce stracić głosów poparcia.

Aleksander Dargiewicz: Uważam, że minister nie ma innego wyjścia. Mamy do czynienia z przełomowym momentem. Powiatowi lekarze weterynarii właśnie zdecydowali o wybiciu wszystkich świń w promieniu trzech kilometrów od wystąpienia choroby. Minister nie ma żadnej alternatywy. Cóż innego można zrobić?

"Farmer": Z rekompensat, które miały zachęcać hodowców do wygaszania hodowli trzody chlewnej i przebranżowienia się, skorzystało dotychczas 23 rolników. To dowód na to, że pomysł jednak nie wypalił.

Janusz Walczak: Jestem hodowcą trzody chlewnej i ciężko byłoby mnie przekonać do przebranżowienia się. Moja hodowla to moja pasja, coś, co sprawia mi przyjemność. Nie wyobrażam sobie, abym miał nagle zająć się hodowlą bydła czy krów mlecznych. W indyki albo kury też nie wejdę, bo przecież groźna jest ptasia grypa. Zawsze znajdzie się jakieś "ale". Podobnie z bydłem. Inne kraje mają problemy z chorobą guzowatego zapalenia skóry. Co się stanie jeśli ta choroba dojdzie do nas i zahamuje eksport? Co wówczas usłyszą hodowcy, że też mają się przebranżowić? Wniosek nasuwa się jeden. W każdej dziedzinie rolnictwa występują większe lub mniejsze problemy, ale trzeba je umiejętnie zwalczać lub im zapobiegać.

"Farmer": Zatem w jaki sposób poradzić sobie z ASF-em?

Janusz Walczak: Dziś uczestniczyłem w spotkaniu przewodniczących funduszy promocji z prezesem Agencji Rynku Rolnego. Dyskutowaliśmy o możliwości wykorzystania funduszy na cele zwalczania ASF-u lub wdrażania skutecznych rozwiązań. Wspólnym wysiłkiem możemy zminimalizować ryzyko występowania dalszych ognisk choroby, choćby poprzez edukację hodowców.

"Farmer": Na edukację hodowców przeznaczono już sporo funduszy i jeszcze więcej czasu, a efekt mamy taki, jak widzimy.

Janusz Walczak: Uważam, że likwidacja małych gospodarstw doprowadziłaby do upadku sprzedaży bezpośredniej, która była owocem starań wielu hodowców, organizacji rolniczych oraz polityków. Wprowadzenie takiego zakazu zniszczyłoby sprzedaż niewielkich gospodarstw, dlatego jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiego rozwiązania.

"Farmer": A może jest lepsze rozwiązanie? Nie brakuje opinii, że panaceum na całe zło byłoby wybicie wszystkich dzików.

Aleksander Dargiewicz: Oczywiście, wszystkich dzików nie da się odstrzelić. Zawsze pozostaną sztuki, które będą stwarzały zagrożenie. W parze z redukcją pogłowia dzików powinna iść bioasekuracja. Bez tych dwóch działań nigdy nie uwolnimy się od epidemii.

Janusz Walczak: Aby uświadomić sobie to, co jest największym źródłem problemu, warto porównać liczbę chorych dzików i ognisk epidemii u świń. To dziki są prawdziwym zagrożeniem dla branży. Atakując hodowców, zapominamy o tym, że do roznoszenia choroby przyczynili się nie tylko oni.

"Farmer": A kogo ma Pan jeszcze na myśli?

Janusz Walczak: Weterynarię. Skoro mówimy już o bioasekuracji, to mamy na myśli nie tylko szczelne ogrodzenia, ale również zmianę obuwia i innych rzeczy przy wchodzeniu do pomieszczeń, w których przebywają świnie. A kto chodził od chlewni do chlewni, nie zachowując odpowiednich standardów higieny? Oczywiście, to już przeszłość, ale tak przecież bywało.

"Farmer": Czy rozprzestrzenienie się wirusa ASF na całą Polskę jest teraz bardziej realne niż kiedykolwiek?

Aleksander Dargiewicz: Zagrożenie jest realne. Jeśli tylko będą kontynuowane te działania, które były czynione od samego początku wystąpienia choroby, czyli brak rozrzedzenia populacji dzików oraz brak wprowadzania zasad bioasekuracji, to niestety przeniesienie wirusa do innych województw może okazać się bardzo realnym scenariuszem.

Janusz Walczak: Mam propozycję. Nie zawężajmy tematu chorób wyłącznie do winy rolników. Przecież w tym całym łańcuchu są jeszcze przewoźnicy, podmioty skupowe czy handlujące prosiakami. Jeśli te ogniwa będą dokładnie kontrolowane, to ASF nie będzie postępował.

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (55)

  • Marek 2017-09-01 23:23:42
    W Hiszpanii produkuja slawna szynke Iberico - swinie skarmiane sa zoladziami.
    Kg takiej szynki to $100.
    Na Zachodzie i w Japonii wieprzowina ze starych tlustych ras , przerosnietych sloniana, smacznych i idealnych do grillowania kosztuje 2 - 3 x wiecej niz mieso z produkcji towarowej.
    Swinie choruja nie z powodu wirusow czy bakterii lecz z powodu ,ze sa zle odzywiane i zyja w niezdrowych warunkach. Rak i inne choriby ( zakazne) u ludzi tez nie powstaje tak sobie tylko i wylacznie z powodu oslabienia organizmu - przyczyna chorob nie jest " zarazek" lecz slaby organizm, oslabiony system odpornosciowy. Problemem jest system produkcji .
    Zywnosc organicza tj. zdrowa ,ze zdrowej produkcji to przyszlosc i oplacalnosc. To tez szansa dla malych polskich gospodarstw.
  • Paweł Gajewczyk 2017-08-28 17:05:29
    Groźba likwidacji małych, gospodarstw, wyspecjalizowanych od pokoleń z lokalną produkcją świń jest nie na miejscu. Uważam, że nawet bioasekuracja nie pomoże w zwalczaniu ASF. Walka z wirusem wymaga czasu / przykład walki z pryszczycą u bydła w ubiegłym wieku/ Apeluję o rozwagę.
  • spartaks 2017-08-26 14:28:32
    zakazać chłopom świnki pasać to może ziemie szybciej sprzedadzą bo bez obornika w monokulturze to gówno im urośnie.
    Państwo powinno pomóc rolnika w bio-asekuracji a nie zamykać/wykańczać polskich rolników.
    ale wy oczywiście wolicie świnki z niemiec i może z usa na gmo.
  • aleksandergrosicki@onet.pl 2017-08-01 10:45:15
    są już dziki które uodporniły się na ASF ... szczepionkę litwiny zimą zaczęli badania ...obiecują za trzy lata... ruskie zaczęli mordę drzeć że oni pierwzi zaczęli badania.. a polskie instytuty obiecują szczepionkę za !!!!!!!!15 lat... Poczekajmy dziki same się wyleczą i odkupimy szczepionkę od ...dzików.
  • StaszekLublin 2017-08-01 09:55:27
    Dziczyznę kl. II rozdrabniamy na szarpaku. Mięso kl. III przepuszczamy przez sitko 3 mm. Fasolę moczymy minimum 12 godzin w wodzie następnie obgotowujemy do miękkości. Wszystkie przyprawy winne być drobno zmielone lub roztarte. Do rozdrabnianych mięs dodaje się sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Całość mieszamy dodając mączkę ziemniaczaną.

    Z mąki pszennej i smalcu sporządzamy rumianą zasmażkę, która rozprowadzamy wodą (ja robię to bulionem z dzika) i dodajemy koncentrat pomidorowy a następnie paprykę, rozdrobnioną cebulę, maggi i doprawiamy solą.

    Puszki (słoiki) po wyparzeniu napełniamy masą mięsną do poziomu mniej nieco niż połowa puszki a resztę uzupełniamy obgotowaną fasolą. Zalewamy przygotowaną jak wyżej zalewą pozostawiając około 5 mm wolnej przestrzeni u góry puszki na dekielek.

    Wycieramy krawędzie puszek lub słoików i zamykamy.
    Pasteryzujemy.
  • Anna 2017-07-31 16:21:13
    Dziki byly zawsze i choroby nie bylo wiec skad do nas trafila. Afrykanska wiec moze zamiast dzikow zniszczyć Afryke cha cha? Debile to wszystko pic na wode i sila perswazji.
  • guz 2017-07-31 09:27:37
    bydlo chruje na zapalenie guzowate skory
  • Fak 2017-07-31 09:18:04
    Bydło nie płaci podatków
  • gg 2017-07-31 07:57:29
    Ji zostaw go dzikom
  • jezdziec 2017-07-31 07:52:37
    Hej ho wlez na dzika krzyknij wio
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.224.108.85
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!