Do ministra rolnictwa trafiło pismo autorstwa Aleksandra Dargiewicza, przedstawiciela Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej. Sygnujący ten dokument apelują o wprowadzeniem bezwzględnego zakazu hodowli trzody chlewnej wśród rolników, którzy nie spełniają podstawowych zasad bioasekuracji. Chodzi tu głównie o przydomowe hodowle. Pomysł budzi spore kontrowersje. Janusz Walczak, przewodniczący Solidarności Rolników Indywidualnych Regionu Kujawsko-Pomorskiego, uważa, że wygaszanie hodowli do niczego dobrego nie doprowadzi. Niniejszy wywiad prezentuje i uzasadnia obydwa stanowiska.

"Farmer": Czy wiadomo już coś więcej o ostatnich przypadkach zarażenia świń chorobą ASF na Podlasiu? Jak do tego doszło?

Aleksander Dargiewicz: Z informacji, które do mnie dotarły, wynika, że do wystąpienia ognisk doprowadził błąd ludzki, a mianowicie brak bioasekuracji, o którym od kilku lat nieustannie się mówi. Rolnicy mimo zakazu używali zielonki do skarmiania świń, w której znalazły się między innymi odchody pochodzące od zarażonych dzików.

"Farmer": W połowie czerwca do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi trafiło pismo z apelem Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej. Zarzuca Pan w nim organom państwowym brak zdecydowanych działań i proponuje rozwiązanie polegające na likwidacji chlewni niespełniających zasad bioasekuracji. Czy to nie są zbyt restrykcyjne działania?

Aleksander Dargiewicz: Uważam, że takie działanie jest nieuniknione. W Polsce rezygnacja z produkcji świń powinna następować za odpowiednią rekompensatą. Podam przykład Hiszpanii. To właśnie dlatego, że ten kraj chciał utrzymać przydomową hodowlę świń, walka z chorobą trwała tam aż 35 lat. Koniec końców, po 35 latach, po tej długiej batalii i tak nie było już małych hodowli, które nie spełniały podstawowych norm sanitarnych.

"Farmer": A co Pan sądzi o tym apelu?

Janusz Walczak: Bardzo łatwo jest wygaszać hodowle, ale później ich odbudowa jest już dużo trudniejsza. Takich przypadków rujnowania różnych gałęzi rolnictwa było już w przeszłości całkiem sporo. Uważam, że lepiej jest edukować rolników niż zmuszać ich do likwidacji czy, nie daj Boże, jeszcze karać mandatami. Takie działania nie prowadzą do niczego dobrego.

"Farmer": Jednak cała branża cierpi właśnie przez kilku niewielkich hodowców, u których w hodowli w ostatnim czasie wystąpiło ASF.

Janusz Walczak: Skoro tak, to proszę mi od razu odpowiedzieć, jak potraktować rolnika, który stosował bioasekurację, ma duże gospodarstwo i pojawił się u niego wirus? Bo też mogą być takie przypadki. Czy tu również powinniśmy eliminować produkcję?