Podczas konferencji Farmera, która odbyła się w Sielinku dr Marian Kamyczek z Instytutu Zootechniki w Pawłowicach tłumaczył, że jesteśmy ciągle pod presją dużego importu wieprzowiny, który nie pozwala producentom świń brać udziału w kreowaniu cen wieprzowiny na polskim rynku.

W 2012 r. import wieprzowiny sięgnął około 570 tys. ton. Z kolei nasz eksport był prawie dwa razy mniejszy, wyniósł około 300 tys. ton.

Jesteśmy dzisiaj w tej sytuacji, że bardzo dużo importujemy. Wieprzowinę sprowadzają głównie te podmioty, które mają przetwórnie i oferują później ją na rynku w postaci mięsa lub przetworów mięsnych.
 
- Przedsiębiorcy są nastawieni na szybkie tworzenie zysku, czyli jeśli dzisiaj półtusza w klasie Ekstra na giełdzie kosztuje 7,2 zł/kg netto, a równocześnie są oferowane przodki za 6,2 zł/kg netto z Danii. To przedsiębiorcy do produkcji np. wędlin wybiorą tańszy produkt – mówił doktor Kamyczek.

- Dania nie jest instytucją charytatywną, że oferuje tak tanio tylko niektóre wyręby. Dzieje się tak dlatego, że pojawili się kontrahenci z dalekiego wschodu jak: Japonia, Chiny, Tajwan, Korea Południowa, które mają duże zasoby gotówkowe i do tych krajów są eksportowane najlepsze wyręby jak np. schab, szynka. Pozostałe wyręby tuszy nie pójdą na ich rynek, bo nie znajdą na nie odbiorców. Dlatego są sprzedawane taniej na rynek polski, czeski, węgierski, czy też litewski. Ze względu na poziom życia mieszkańców w tych krajach stale jest zainteresowanie tańszymi wyrobami z wieprzowiny, więc zakłady chętniej kupują tańsze wyręby. Ostatecznie oferując konsumentom tańszą żywność – tłumaczył doktor Marian Kamyczek.

Podobał się artykuł? Podziel się!