Obietnice były takie. Rząd uruchamia skup półtusz wieprzowych przeznaczonych na zwiększenie naszych zapasów strategicznych na wypadek wojny. W ten sposób z rynku miało zniknąć 80 tysięcy ton mięsa. Ceny świń w skupie miały automatycznie pójść w górę. Tyle teorii. Praktyka jest taka, że do tej pory skupiono zaledwie 10 tysięcy ton mięsa, a rolnicy tylko nieznacznie odczuli wzrost cen skupu. Zdaniem Samoobrony winę za to ponosi resort gospodarki, który nadzoruje -prowadzącą interwencję - Agencję Rezerw Materiałowych.
Janusz Maksymiuk poseł Samoobrony - Zdjęcie górki to jest kwestia tygodnia - dwóch. Nie może być tak, że 80 tysięcy ton będzie się zdejmowało miesiąc — dwa bo usypie się nową górę.
Resort gospodarki odpiera te zarzuty i twierdzi, że nie ma żadnych opóźnień. Agencja Rezerw Materiałowych musi bowiem organizować przetargi a to wymaga czasu. Jutro rusza kolejna tym razem trzynasto tysięczna transza skupu. Na interwencje zagwarantowano też odpowiednie środki. Obecnie to prawie 200 milionów złotych. Pojawił się jednak inny problem. Trzynaście firm, które prowadzi skup sygnalizuje, że będzie miało problem z kupnem odpowiednich ilości mięsa. Świnie są tak tanie, że rolnicy nie palą się z ich sprzedażą.
Jan Krzysztof Ardanowski – wiceminister rolnictwa – Z jednej strony mamy przekonanie rolników o nadwyżce wieprzowiny, a z drugiej strony te 11 firm mają problemy ze skupem tuczników.
Także same firmy mięsne nie chętnie wchodzą w interwencje, gdyż powoduje ona niewielkie, ale jednak zawsze, podwyżki cen skupu. - Wiele firm mówi, że ten skup psuje im rynek. – dodaje Ardanowski.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!