Ostatnie 10 lat to bardzo trudny okres dla krajowego sektora produkcji wieprzowiny. Długie okresy dekoniunktury sprawiły, że wielu producentów żywca musiało ograniczyć lub całkowicie zrezygnować ze swojej działalności. To wszystko sprawia, że dzisiejsze pogłowie trzody chlewnej w Polsce, jest o blisko połowę mniejsze niż 10 lat temu. W połowie 2006 roku populacja świń w naszym kraju wynosiła blisko 19 mln sztuk. Dziś jest to zaledwie nieco ponad 10,5 mln zwierząt.

Naturalnie przyroda nie znosi próżni, spadek produkcji krajowej wieprzowiny został natychmiast zrekompensowany poprzez znaczący wzrost importu surowca z innych państw. I tak, Polska z liczącego się w świecie eksportera wieprzowiny, stała się jej importerem. Na dzień dzisiejszy kupujemy rocznie około 170 tys. ton, eksportujemy zaś zaledwie około 100 tys. ton wieprzowiny.

Spadające pogłowie świń ma jeszcze jeden negatywny aspekt – kurczącą się populację loch. O ile w 2006 roku utrzymywano w Polsce ponad 1,8 mln macior, tak obecnie wielkość ich populacji w naszym kraju nieznacznie tylko przekracza 800 tys. Co gorsza stale wykazuje tendencję spadkową. Z kraju wciąż docierają do nas wieści na temat masowej likwidacji stad podstawowych.

Mimo że krajowe prosięta z powodzeniem mogą konkurować z importowanymi, to tak niskie pogłowie loch nie pozwala niestety na zaopatrzenie krajowych tuczarni. O ile możliwe jest w kraju nabycie mniejszych partii warchlaków, o tyle jednorazowy zakup dużej ilości zwierząt jest dość trudny. Większe tuczarnie decydują się więc często na zakup zwierząt pochodzących z importu. O ile jeszcze kilka lat temu mało kto słyszał o tym, by na tucz przeznaczać zwierzęta wyhodowane w Danii, Holandii, Niemczech czy na Litwie, tak dziś wielkość importu żywych zwierząt stale wzrasta. W 2015 roku liczba przywiezionych do kraju zwierząt przekroczyła 5 mln sztuk.

Problem ten jest naturalnie złożony. Wynika on nie tylko ze spadającego pogłowia loch, ale także dużego rozdrobnienia produkcji i kiepskich wyników rozrodu osiąganych w krajowych stadach. Niestety jedyną drogą do rozwiązania tego problemu jest specjalizacja i wzrost skali produkcji. W przeciwnym razie import prosiąt będzie dalej postępował, a na tym stanie rzeczy skorzystają wyłącznie zachodni producenci.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!