W ostatnich latach znaczenie ziarna kukurydzy w żywieniu świń wyraźnie wzrosło. I nic dziwnego – jest to bowiem pasza niezwykle wartościowa. Zawiera dużo energii, a przy tym jest praktycznie wolna od związków antyżywieniowych negatywnie wpływających na wyniki produkcyjne. Stąd też kukurydzę stosuje się obecnie nie tylko w żywieniu prosiąt, ale również świń rosnących i macior. Ziarno kukurydzy ma w zasadzie tylko jedną, za to poważną wadę: uprawy rosnące w kraju często zawierają znaczne ilości mikotoksyn.

Nawet staranne dosuszenie czy zakiszenie ziarna nie daje gwarancji, że pasza będzie wolna od toksyn produkowanych przez pleśnie: znaczna ilość mikotoksyn powstaje bowiem już na polu. Sprzyja temu późny termin zbioru nasion, oraz opady występujące często w okresie zimowym. Przyjmuje się że około 80 proc. krajowych zbiorów kukurydzy porażonych jest mikotoksynami. A są one niezwykle groźne dla trzody: toksyną powszechnie występującą w kukurydzy jest zearalenon, który u macior może wywoływać zaburzenia rozrodu (nieregularne ruje, zamieranie zarodków, poronienia) a u prosiąt ssących powoduje zahamowanie wzrostu, spadek odporności i zwiększa śmiertelność młodych.

Czy warto zatem stosować kukurydzę w żywieniu świń? Zdecydowanie tak, ma ona bowiem więcej zalet niż wad: jest niedrogim źródłem energii, cechuje się wysoką smakowitością, a w przypadku loch wykazuje działanie mlekopędne. Aby ograniczyć szkodliwość mikotoksyn warto jednak paszę wzbogacić dodatkiem wiążącym te związki. Niestety nie wszystkie substancje wykorzystywane do wiązania mikotoksyn są skuteczne w przypadku zearalenonu. O ile niektóre z toksyn (np. aflatoksyny) unieszkodliwić można nawet węglem drzewnym, to w unieszkodliwianiu mikotoksyn kukurydzy najlepiej sprawdzają się preparaty oparte na wyciągu ze ścian komórkowych drożdży. Dodatkowo preparaty są całkowicie bezpieczne nie wiążą bowiem wartościowych składników mineralnych czy witamin jak może to mieć miejsce w przypadku innych sorbentów.