W pierwszym półroczu br. import prosiąt i warchlaków na tucz to 1518,7 tys. szt. Porównując te dane z pierwszym półroczem 2011 r., odnotowano wzrost importu prawie o 25 proc. Jeszcze rok temu w analizowanym okresie import świń na tucz wyniósł 1146,4 tys. szt.

Tylko prosięta

Gospodarstwo prowadzone jest przez Marię i Zbigniewa Kruków od 1989 r. Na początku producenci z Bronic zastanawiali się, czy nie zająć się równocześnie produkcją trzody chlewnej i bydła, jednak po wielu rozmowach z doradcami ODR w Końskowoli, państwo Krukowie zdecydowali się na specjalizację w produkcji świń. - O podjęciu ostatecznej decyzji zadecydował fakt niewielkiej dostępność pól uprawnych w okolicy. Rolnictwo jest tutaj bardzo rozdrobnione, a ziemia dosłownie rozchwytywana. Z czasem całkowicie zrezygnowaliśmy z tuczu, aby móc lepiej się skoncentrować na grupie loch i produkcji prosiąt.

Faktem było też i to, że tuczniki przysparzały nam dużo dodatkowej pracy, która była związana z przygotowywaniem paszy - mówi pani Maria Kruk. Aktualnie produkowane prosięta są sprzedawane w wieku 8 tygodni, w tym czasie osiągają masę ciała nieco ponad 20 kg.

Nowa chlewnia i kryzys

- Wybudowaliśmy nową chlewnię, zakładając, że zajmiemy się wyłącznie produkcją prosiąt. Wydaje nam się, że nauczyliśmy się i umiemy to robić.

W 2006 r. udało nam się zakończyć budowę nowej chlewni, staraliśmy się wyposażyć ją w sposób nowoczesny, tak aby jak najlepiej sprawdzała się przy produkcji prosiąt. Biorąc pod uwagę wielkość obu budynków w gospodarstwie, można było utrzymywać 200 loch stada podstawowego. Jednak od momentu wybudowania chlewni, nie udało nam się jeszcze maksymalnie jej zapełnić - mówi pani Maria.

Mimo chęci zwiększenia wielkości produkcji, państwo Krukowie mieli utrudnione zadanie. W 2007 roku zaczął się kryzys na rynku wieprzowiny, produkcja świń stała się nieopłacalna, a producenci stracili część swoich odbiorców prosiąt. - W jednym momencie zostaliśmy z partią 400 szt. prosiąt.

Zamiast myśleć o zwiększaniu produkcji, musieliśmy zmniejszyć stado loch. Kojce dla loch prośnych przekształciliśmy na kojce do tuczu, dostawiając karmniki na paszę. Była to trudna decyzja, lecz nie mieliśmy innego wyjścia - tłumaczy Rafał Kruk, syn gospodarzy.