Kilkanaście dni temu Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane dotyczące pogłowia świń w naszym kraju. Mimo, że sytuacja całego sektora produkcji żywca wieprzowego od lat znajduje się w zapaści,  tak źle nie było od dawna. W porównaniu z połową zeszłego roku ogólne pogłowie trzody spadło w naszym kraju o 12 proc., a liczebność populacji loch spadła poniżej granicy 800 tys. sztuk. „Chude lata” dla krajowej produkcji trzody chlewnej zaczęły się wraz z nadejściem transformacji ustrojowej, jednak to ostatnia dekada przyniosła największy spadek liczebności pogłowia świń. Jeszcze w połowie 2007 roku w naszym kraju utrzymywano ponad 18 mln. świń, a populacja loch przekraczała 1,8 mln. W ciągu następnych dziewięciu pogłowie świń w kraju skurczyło się o ponad 8 mln sztuk (z czego milion stanowiły lochy). Pojawiło się również nieznane do tej pory zjawisko – import żywych zwierząt przeznaczonych do tuczu.

Można sobie ten stan tłumaczyć na różne sposoby: jedni wskazują na spadek konsumpcji wieprzowiny, inni na poprawę wydajności produkcji, jeszcze inni wskazują ASF jako główną przyczynę obecnego stanu. Każda z odpowiedzi jest do pewnego stopnia prawdziwa. Nie są to jednak główne powody obecnej sytuacji. Spadek konsumpcji mięsa i poprawa wydajności produkcji naturalnie wpływają do pewnego stopnia na ograniczenie pogłowia, jednak nie są one w stanie ograniczyć populacji świń o blisko połowę. ASF to problem ostatnich 3 lat, wpływa on wprawdzie na ograniczenie możliwości eksportu krajowej wieprzowiny, jak wskazują jednak eksperci ma to znaczenie drugorzędne. Większym problemem jest to, że w ciągu ostatnich lat Polska z wiodącego eksportera wieprzowiny stała się jednym z największych importerów mięsa w Europie. Co z tego zatem, że nie rozwijamy eksportu wieprzowiny, skoro nie jesteśmy nawet w stanie pokryć potrzeb własnego rynku?

Niestety, jest to efekt wieloletnich zaniedbań kolejnych ekip rządzących naszym krajem. Przez lata krajowym producentom jak tylko było to możliwe utrudniano możliwości rozwoju. Coraz ostrzejsze normy związane z ochroną środowiska, zaostrzanie przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt, czy konflikty z lokalnymi społecznościami sprawiły, że zwiększanie skali produkcji wymaga od rolników nie tylko odpowiedniego zaplecza finansowego, lecz także anielskiej wręcz cierpliwości. Błędy systemowe, połączone z charakterystycznymi dla tego rynku wahaniami cen, a w ostatnim czasie także zagrożeniem związanym z występowaniem afrykańskiego pomoru świń, sprawiły, że na rynku pozostali tylko najbardziej wytrwali gracze. Dla konsumenta wieprzowiny oznacza to tyle, że zamiast krajowego mięsa, które charakteryzuje się bardzo dobrą jakością, coraz częściej zmuszony jest wybierać mięso pochodzące z importu.

Ostatnie miesiące przyniosły wprawdzie dość znaczącą poprawę opłacalności produkcji, co sprawia, że kolejne notowanie pogłowia świń może okazać się nieco bardziej optymistyczne. Trudno jednak oczekiwać, by obserwowany od lat trend odwrócił się na stałe.