PRZEGLĄD PRASY: Rolnicy z powiatu leszczyńskiego zamierzają przez Internet sprzedawać hodowane przez siebie świnie. W ten sposób chcą przeciwstawić się dominacji dużych firm mięsnych, które ich zdaniem dyktują ceny skupu. - Chcemy uruchomić giełdę, na której handel trzodą chlewną odbywać się będzie za pośrednictwem sieci. Ameryki nie odkrywamy, idziemy tylko w ślady naszych francuskich kolegów - mówi Krzysztof Kwiatoń, przewodniczący rady powiatowej Wielkopolskiej Izby Rolniczej – pisze Arkadiusz Jakubowski.

Kwiatoń, oprócz tego że jest przewodniczącym izby, jest też koordynatorem działań, które mają doprowadzić do utworzenia Związku Grup Producentów Trzody Chlewnej. Wiosną był także jednym z liderów rolniczych protestów - Nawoływaliśmy wtedy do zmian systemowych, które rozwiązałyby wreszcie problemy świńskiego rynku w Polsce - wspomina Kwiatoń. - Ponieważ nasze apele nie odnoszą jak na razie wielkich skutków, bierzemy sprawy w swoje ręce - dodaje.

Zdaniem leszczyńskich rolników problemem świńskiego rynku są nieustabilizowane ceny i ich duże wahania w ciągu roku oraz dominująca rola dużych zakładów mięsnych, które dyktują ceny skupu. Sposobem na te kłopoty mają być silne grupy producenckie tworzone przez rolników produkujących trzodę chlewną. W powiecie leszczyńskim działa ich już dziewięć, w całej Wielkopolsce - 25, a w kraju - 50. Takie grupy mają być przeciwwagą dla dużych zakładów mięsnych. A ustalanie ceny rynkowej skupu powinno odbywać się nie na zasadzie dyktatu skupujących, ale na giełdzie. Takiej, która działa we Francji, w miasteczku Plerin w północnej Bretanii. Miasteczko liczy kilka tysięcy mieszkańców, ale przez tamtejszą giełdę przechodzi 15 procent trzody sprzedawanej w całej Francji. Ta giełda mieści się w wydzielonym budynku, a dwu-, trzygodzinne sesje odbywają się dwa razy w tygodniu. Oczywiście nikt świń do Plerin nie przywozi, pojawiają się tylko oferty sprzedaży od konkretnych producentów, najczęściej właśnie grup producenckich.

Podczas giełdowej sesji wystawiane są zazwyczaj grupy po kilkadziesiąt sztuk tuczników, po określonej cenie. Jeśli nie ma chętnych cena spada, aż w końcu osiąga poziom, który interesuje któregoś z kupujących. Naciska on wówczas przycisk sygnalizując zainteresowanie. Wtedy rolnik albo cenę akceptuje, albo nie. - Podczas sesji cena rynkowa tuczników ustala się sama, na podstawie podaży i popytu - mówi Kwiatoń. Leszczyńscy producenci taką giełdę zamierzają uruchomić w Polsce. Działałaby na analogicznej zasadzie, jak ta w Plerin, ale dodatkowo handel odbywałby się też w Internecie. Sprzedawcy i kupujący nie musieliby przebywać w budynku giełdy, bo wystarczyłoby, że usiądą przed komputerami w domach. - Francuzi obiecują pomoc techniczną w uruchomieniu naszej giełdy - podkreśla Krzysztof Kwiatoń. - Jeszcze w październiku będziemy na ten temat rozmawiać z ministerstwem rolnictwa, Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz z przedstawicielami zakładów mięsnych.

Uruchomienie giełdy, która byłaby spółką i sama się finansowała z opłat transakcyjnych, nie jest uzależnione od zmiany jakichkolwiek przepisów. Jeśli tylko znalazłyby się pieniądze na jej rozkręcenie, może ruszyć natychmiast. Rolnicy liczą, że stanie się to najpóźniej w przyszłym roku.

Źródło: Głos Wielkopolski