Dane mówią o rekordowo niskim pogłowiu trzody chlewnej w lipcu ubiegłego roku. Według wyliczeń GUS-u liczba tuczników spadła do 15,5 miliona sztuk. Tak niewielkich ilości nie notowano od blisko 20 lat. Sytuacja zaczyna się jednak zmieniać, bo opłacalność hodowli rośnie.

prof. Andrzej Kowalski, IERiGŻ: od kilku miesięcy notujemy wzrost ceny, która w końcu zaczyna zapewniać opłacalność znaczącej grupy producentów trzody chlewnej, rośnie cena prosiąt.

Tanie zboże i przyzwoite ceny za sprzedawane tuczniki powodują, że rolnicy znów zainteresowali się hodowlą. Dlatego tuczników w chlewniach zaczyna systematycznie przybywać.

Tadeusz Blicharski, Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej "Polsus": ten wzrost zapotrzebowania na materiał hodowlany, na loszki remontowe rozpoczął się dopiero późną jesienią. Zasadniczo od października, listopada zaobserwowaliśmy większe zainteresowanie zakupem materiału hodowlanego, no i należy domniemywać, że od tego momentu zaczyna coś się w tej branży dziać.

Nie należy się jednak spodziewać szybkiego wzrostu pogłowia. Program zwalczania choroby Aujeszkiego w Polsce powoduje, że spora część stad wciąż jest pod kontrolą weterynaryjną. A w przypadku wykrycia choroby ich liczba spada.

Wiktor Szmulewicz, KRIR: tam jest sporo stad eliminowanych, dlatego niektórzy muszą te stada odbudowywać dłużej.

Według szacunków, wzrost pogłowia trzody chlewnej odczujemy dopiero w drugiej połowie roku. Na pełne odbudowanie stada sprzed świńskiej górki nie ma jednak co liczyć.

Źródło: Agrobiznes/Radosław Bełkot

Podobał się artykuł? Podziel się!