Popularność tradycyjnych wędlin od lat nie maleje. Ich walorów smakowych nie da się bowiem porównać z wędlinami pochodzącymi z masowej produkcji. Są o wiele smaczniejsze, zdrowsze… i droższe niż produkty wyprodukowane w zakładach mięsnych. Ich wysoka cena nie zniechęca jednak odbiorców, którzy są w stanie zapłacić więcej za wyższą jakość. Praktycznie w każdej większej wsi znajduje się choć jedno gospodarstwo, którego właściciel na mniejszą lub większą skalę zajmuje się wyrobem wędlin. Niestety, zdecydowana większość owych rolników swoje wyroby produkuje nielegalnie, niekiedy w zastraszających warunkach sanitarnych. W ten sposób narażają zdrowie swoich klientów, a samych siebie na bardzo przykre konsekwencje. Przynajmniej kilka razy w roku słyszymy o rolniku skazanym na karę wysokiej grzywny - czy nawet pozbawienia wolności - za sprzedaż samodzielnie wyprodukowanych wędlin. W tej sytuacji pojawia się pytanie, czy nie lepiej zacząć produkować wędliny w sposób legalny? Czy jest to w ogóle możliwe, i jakie są koszty otwarcia takiego przedsięwzięcia?

CZY LEGALNIE SIĘ OPŁACA?

Dotarcie do rolnika produkującego w swoim gospodarstwie wędliny nie sprawiło nam żadnego problemu. W większości wiosek tajemnicą poliszynela jest bowiem to, kto zajmuje się zarobkowo tym zajęciem. Jedną z takich osób jest Marcin. Nie jest to oczywiście jego prawdziwe imię, nie chce bowiem ujawniać swojej tożsamości ani miejsca zamieszkania. Boi się, że informacje o prowadzonym przez niego "procederze" mogą sprowadzić na niego kłopoty. W swoim gospodarstwie rocznie utrzymuje ok. 300 tuczników, z czego znaczną część samodzielnie przerabia na wędliny. W zależności od liczby zamówień, zabija tygodniowo 1-2 świnie. W okresach przedświątecznych zainteresowanie jego produktami jest oczywiście większe. Jak mówi nam Marcin, wyrób wędlin wymaga dużo pracy i czasu - szczególnie że w tym samym czasie musi prowadzić w gospodarstwie inne prace. Na szczęście wspomaga go w tym rodzina. A ciężką i żmudną pracę wynagradza mu dochód, jaki uzyskuje na sprzedaży wędlin. Jak ocenia właściciel, gdyby nie dodatkowa działalność, "dokładałby do interesu". Zapytany o to, czy nie boi się przykrych konsekwencji, jakie mogą go spotkać, gdy o jego działalności dowie się Powiatowy Inspektorat Weterynaryjny czy Urząd Skarbowy, Marcin odpowiada przecząco. Jak twierdzi, jest ostrożny, sprzedaje towar tylko zaufanym odbiorcom, a świnie ubija samodzielnie. Czy myślał o legalizacji swojej działalności? Opowiada nam krótko - nie opłaca się.