Trychinozę, inaczej włośnicę, wywołują larwy włośnia krętego (Trichinella spiralis). Robaki te powszechnie bytują w populacji dzików, niedźwiedzi i szczurów. Ich żywicielem, może być również świnia domowa. Do zarażenia, dochodzi najczęściej w wyniku pożarcia przez świnie szczurów zarażonych włośniem, lub w przypadku skarmiania odpadów pochodzenia mięsnego. Zarażone zwierzęta, zazwyczaj nie wykazują objawów chorobowych, jednak to właśnie świnie, oraz dziki, są źródłem zarażenia trychinozą u ludzi. Larwy włośnia umiejscawiają się w mięśniach zwierząt. Po otorbieniu, są bardzo odporne, na wszelkie metody konserwacji żywności, takie jak solenie, peklowanie czy wędzenie. Zniszczyć je można wyłącznie długotrwałym gotowaniem, co w praktyce nie jest stosowane.

Po zjedzeniu zainfekowanego mięsa przez człowieka, larwy w szybkim tempie przeobrażają się w dorosłą postać pasożyta. Już po 3 dniach od wniknięcia do organizmu człowieka, gotowe są do rozmnażania. Młode larwy poprzez nabłonek jelita, wnikają do naczyń krwionośnych i limfatycznych, za ich pośrednictwem wędrując do mięśni. Najczęściej zagnieżdżają się w przeponie oraz mięśniach międzyżebrowych. Obecność larw w mięśniach, powoduje u człowieka bóle mięśniowe i kostne, wysoką gorączkę, zaburzenia pracy układu pokarmowego, obrzęki twarzy, oraz wysoka gorączka, przekraczająca często 40 ºC. Choroba jest tym groźniejsza, im więcej larw znajdowało się w zarażonym mięsie. Walka z trychinozą, nie jest łatwa. Usunąć można jedynie dorosłe osobniki bytujące w przewodzie pokarmowym, nie ma natomiast metody, pozwalającej „uwolnić” organizm od larw znajdujących się w mięśniach. Można jedynie leczyć objawy trychinozy, czekając, aż larwy zostaną otorbione.

Przebieg trychinozy jest bardzo ciężki, a mimo postępu, jaki stale następuje w naukach medycznych, co roku wciąż dochodzi do kilku śmiertelnych przypadków choroby. Najważniejsze jest, więc unikanie źródła zakażenia. Aby mieć pewność, że mięso, które spożywamy jest bezpieczne, powinno kupować się jedynie produktu z pewnego źródła. Dotyczy to nie tylko mięsa wieprzowego, ale również dziczyzny. W populacji dzika, częstotliwość występowania trychinozy, jest, bowiem znacznie częstsza niż u świni domowej. Mięso pochodzące z własnego uboju, bezwarunkowo powinno być przebadane przez lekarza weterynarii, celem wykluczenia obecności larw. Tylko to, daje nam, bowiem pewność, że mięso, które jemy, jest bezpieczne.

Hodowcy trzody chlewnej, muszą z kolei pamiętać, o zachowaniu odpowiednich warunków chowu. Szczególnie ważne jest tępienie populacji gryzoni w gospodarstwie. Są one, bowiem głównym wektorem trychinozy. 

Podobał się artykuł? Podziel się!