Jednym z najciekawszych elementów konferencji „Nowoczesna produkcja – świnie”, która odbyła się tydzień temu w Włoszakowicach k. Leszna była prelekcja wygłoszona przez Aleksandra Dargiewicza z Krajowego Związku Pracodawców – Producentów Trzody Chlewnej. Wystąpienie dotyczyło tendencji obecnie obserwowanych w krajowym sektorze produkcji świń, ze szczególnym uwzględnieniem załamania produkcji prosiąt i wzrostu importu żywych zwierząt. Jak mówił specjalista, obecnie obserwowane trendy nie napawają optymizmem.

– Od 2007 roku idziemy w zdecydowanie niewłaściwym kierunku. Jeśli chodzi o pogłowie świń, to z wiodącego producenta w Unii Europejskiej spadliśmy na szóste miejsce. Jednocześnie nastąpił znaczący spadek pogłowia loch i wzrost znaczenia importu żywych zwierząt przeznaczonych na tucz. Jeżeli obserwowane dziś tendencje utrzymają się, to za 10 lat będziemy w kraju mieć zaledwie 200 tys. loch, a import warchlaków przekroczyć może granicę 10 milionów – tłumaczył podczas swojego wystąpienia Aleksander Dargiewicz.

Spadek pogłowia loch zaobserwować można wprawdzie także wśród innych wiodących producentów w Europie, jednak w Polsce jest on szczególnie duży. Jednocześnie inne kraje rekompensują spadek pogłowia wzrostem wydajności produkcji. W naszym kraju wciąż nie wygląda to najlepiej.

– Przy aktualnym pogłowiu loch, i obecnej wydajności naszych stad, krajowa produkcja prosiąt pokrywa raptem 78 proc. zapotrzebowania. Gdybyśmy poprawili wydajność rozrodu w krajowych stadach do średniej unijnej (tj. 25 prosiąt odsadzonych od lochy rocznie), to dałoby nam szansę na pokrycie potrzeb krajowych tuczarni – mówił podczas spotkania specjalista.

Zdaniem Aleksandra Dargiewicza, poważnym ograniczeniem jest również duże rozdrobnienie krajowych stad. O ile w Danii średnia wielkość stada świń wynosi około 3 tys. sztuk, to w naszym kraju przeciętna wielkość stada to zaledwie 64 sztuki.