Grzegorz Pruszkowski w swojej hodowli w linii matecznej bazuje na lochach wbp i pbz. To, z czego hodowca jest szczególnie zadowolony to fakt, że w zeszłym roku udało mu się średnio odsadzić od jednej lochy wbp, w ciągu roku 27,5 prosięcia - w rasie pbz było nieco mniej, ale ponad 25 prosiąt odsadzonych od jednej lochy w roku – dodaje hodowca.

W przypadku hodowców jest to szczególnie ważne bo pokazuje jak wyrównane wyniki pod kątem rozrodu osiągają lochy w stadzie. – Hodowca nie może pozwolić sobie na to, aby przegrupowywać oseski po porodzie pomiędzy lochami. Cały miot musi się wychować u swojej matki jest to wymóg hodowli. Dlatego, gdy któraś z macior ma mniejszy miot nie możemy do niej przenieść prosiąt z bardzo licznego miotu, tak aby mioty przy każdej losze w grupie były równomiernie karmione, a później bardziej wyrównane wagowo. Nie możemy też pozbierać najsłabszych prosiąt i stworzyć słabszej grupy do wykarmienia przez mamkę – mówi Grzegorz Pruszkowski.

To powoduje, że producentowi trudniej jest wpływać na wyrównane przyrosty prosiąt w trakcie odchowu przy matce.

Dodatkowym powodem braku mamki jest cykl produkcji, w którym oproszenia w gospodarstwie odbywają się co trzy tygodnie. Trudniej byłoby później wprowadzić lochę ponownie do rozrodu niż w cotygodniowym cyklu oproszeń. Brak mamki jest również spowodowany mniejszą skalą produkcji, jeżeli chodzi o wielkość stada, która w przypadku pana Grzegorza wynosi 80 loch w stadzie podstawowym. W tym przypadku duże znaczenie ma również pojemność pomieszczeń inwentarskich, pod kątem dostępności kojców na porodówce. Podobał się artykuł? Podziel się!