Jak tłumaczy jeden z kierowników skupów w województwie lubelskim (przed wprowadzeniem strefy buforowej również zaopatrujący się z obecnie „potencjalnie” zagrożonych terenów) – sytuacja rolników ze strefy buforowej jest straszna. Są tam hodowcy, którzy mają do sprzedaży zupełnie zdrowe świnie w masie 160-170 kg i nikt nie chce tego od nich kupić.

Żaden zakład jak do tej pory nie zdecydował się na skup zwierząt ze strefy buforowej i pewnie trudno czekać na taką decyzję, gdyż restrykcje nałożone na zakłady mięsne są wręcz niepoważne. Oprócz wspominanego w wielu wiadomościach poddaniu mięsa obróbce termicznej (w temp. 80 stopni) – co oznacza sparzenie mięsa i tym samym przeznaczeniu go jedynie na produkcję konserw, pasztetów, itp. Zakład, który podejmie się skupu takiego żywca traci prawo do eksportu wyrobów na okres trzech lat.

Dlaczego trudno oczekiwać decyzji od zakładów mięsnych o skupie zwierząt ze strefy buforowej? Większość zakładów na ścianie wschodniej naszego kraju powstała i rozwijała się dzięki właśnie eksportowi do krajów ze wschodu, a głównie do Rosji.

Świnie w strefie buforowej tak samo jak w innych regionach Polski muszą być nakarmione, więc trzeba kupić paszę, trzeba dokonać wszystkich opłat (energia elektryczna, woda), a do tego ludzie muszą przecież przeżyć. Tylko skąd mają na to wziąć pieniądze skoro świnie – jedyny dochód wielu gospodarstw, które osiągnęły masę już o 50 proc. ponad normę nadal stoją w chlewniach i nikt nie chce tego od nich odebrać?

Podobał się artykuł? Podziel się!