PRZEGLĄD PRASY: Od lat w Polsce występują różnice w danych o ubojach zwierząt podawanych przez Główny Urząd Statystyczny i inspekcję weterynaryjną. W ubiegłym roku według GUS na rzeź poszło 22,7 mln. świń. Ale w rzeźniach pod nadzorem weterynaryjnym ubito 20 mln. – pisze Magdalena Kozmana.

Jeśli chodzi o przepisy to niestety nie ma obowiązku badania mięsa, jeśli rolnik nie wprowadza go do obrotu – formalnie go nie sprzedaje. Jednak rolnicy bardzo często sami pozyskują mięso i produkują przetwory, nadzieja w tym, że tylko na własny użytek. O tym, że niezbadane mięso trafia do przetwórni, przekonaliśmy się niedawno konsumenci w województwie zachodniopomorskim. W tym miesiącu 184 osoby zachorowały na włośnice po zjedzeniu kiełbasy przygotowanej z wieprzowiny zakażonej larwami włosienia.

GUS określa szacunkowo liczbę zwierząt rzeźnych, która obejmuje zarówno zwierzęta ubite i wyeksportowane oraz liczbę zwierząt ubijanych na własną potrzebę w gospodarstwach. Natomiast inspekcja weterynaryjna gromadzi jedynie dane z polskich zakładów przetwórczych. Różnice te widać także na przykładzie innych zwierząt hodowlanych: cieląt, owiec, koni. Jednak większość jest sprzedawana za granice, związane jest to przede wszystkim z mała tradycją spożywania tego rodzaju mięsa w naszym kraju.
Sytuacja przedstawia się inaczej w przypadku wieprzowiny W ubiegłym roku wyeksportowaliśmy za granice jedyne 617 tys. sztuk żywca wieprzowego, co oznacza że ponad 2 mln. sztuk gdzieś zniknęło.

Na pewno te 10 proc. zwierząt nie jest ubijane tylko w gospodarstwach na własny użytek, ale dużą część tego mięsa można znaleźć na polskich targowiskach – przypadek niezbadanego mięsa w zachdniopomorskiem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że oprócz zagrożenia naszego zdrowia, jest to bardzo niekorzystnym zjawiskiem przy negocjacjach odnośnie rosyjskiego embarga na polskie mięso.

Źródło: Rzeczpospolita

Podobał się artykuł? Podziel się!