PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Wolne świnie z czerwonej strefy

Wolne świnie z czerwonej strefy Gospodarstwa Państwa Fronczaków w Skrzeszewie, w gminie Wieliszew (woj. mazowieckie) nie da się porównywać z innymi, bo pod wieloma względami jest niezwykłe

Pięć lat starań i ciężkiej pracy, by zbudować stado, które umożliwi dalszą hodowlę i produkcję. Śmiałe plany i wielkie nadzieje hodowców każdego dnia mogą jednak lec w gruzach, od kiedy gospodarstwo znalazło się w czerwonej strefie, po znalezieniu padłego dzika zarażonego ASF. Jak ustrzec przed chorobą świnie, których nie da się zamknąć w chlewni? Jak normalnie produkować i sprzedawać w takich rynkowych realiach?



Gospodarstwa Państwa Fronczaków w Skrzeszewie, w gminie Wieliszew (woj. mazowieckie) nie da się porównywać z innymi, bo pod wieloma względami jest niezwykłe. Choć ukierunkowane jest na produkcję trzody, próżno wypatrywać w nim chlewni. Rolnicy zajmują się bowiem hodowlą mangalicy - świni pastwiskowej (nazywanej też wełnistą), wywodzącej się z węgierskich stepów.

Mangalice to pierwotna rasa świń, która w średniowieczu powstała ze skrzyżowania świni z dzikiem. Za osobną rasę uznano ją w 1927 r. Z racji małych wymagań i smacznego mięsa świnie te cieszyły się na Węgrzech olbrzymią popularnością aż do lat 80. XX w. W latach 90. mangalice zostały jednak zupełnie wyparte przez udoskonalone rasy świń z zachodu Europy, przeznaczone do produkcji wielkotowarowej. Przed całkowitym wyginięciem uratowali je najpierw genetycy, a później... dietetycy i kucharze, którzy na nowo odkryli zdrowotne i smakowe walory mięsa. Dziś populacja tej rasy świń liczy na Węgrzech kilkadziesiąt tysięcy sztuk i znajduje się pod szczególną ochroną państwa jako swego rodzaju skarb narodowy.

Markowi Fronczakowi udało się mangalice sprowadzić do Polski w 2013 r. dzięki bratu, który od kilkudziesięciu lat mieszka na Węgrzech. Dziś hodowlą zajmuje się również jego syn Marcin. Ze względu na rosnące zainteresowanie rasą w kraju rolnicy początkowo nastawili się na produkcję warchlaków. Powiększali jednak stado i z niecierpliwością oczekiwali na ustawowe regulacje umożliwiające przerób i sprzedaż bezpośrednią mięsa i własnych wyrobów. Fronczakowie jako pierwsi w gminie i drudzy w powiecie legionowskim zarejestrowali rolniczą sprzedaż detaliczną. Wszystko zdawało się być na najlepszej drodze, gdy nagle gospodarstwo znalazło się w granicach czerwonej strefy w związku z wykryciem A SF u padłych dzików.

BIOASEKURACJA NA WOLNYM WYBIEGU

- Mangalice to świnie pastwiskowe - można je hodować wyłącznie na wolnym wybiegu. Potrzebują jedynie kawałka gruntu, gdzie mogą bez przeszkód ryć, wiaty, pod którą mogą się schronić przed chłodem czy skwarem, i bajorka - by taplać się w błocie, które zabezpiecza ich skórę przed insektami i słońcem - mówi Marcin Fronczak. - Nawet przy kilkunastostopniowym mrozie wolą przebywać na powietrzu i nawet wówczas lochy proszą się w legowiskach wymoszczonych słomą pod wiatami. Przed chłodem chroni je gruba sierść i warstwa tłuszczu. Gdy zaczynaliśmy hodowlę, obawialiśmy się zimą o prosięta i lochy przed wyproszeniem umieściliśmy w zamkniętym chlewiku. Zarówno loszki, jak i młode zupełnie jednak straciły chęć do życia. Tę rasę można hodować wyłącznie na wolnym wybiegu. Gdy słyszy się o zamkniętych hodowlach mangalicy, to mogą to być jedynie odmiany krzyżowane, np. z rasą duroc, a my trzymamy zwierzęta czyste rasowo.

- Wprowadzenie pełnych wymogów bioasekuracji w naszym przypadku oznaczałoby zniszczenie hodowli, a my nie zamierzamy się poddawać, bo za dużo czasu, sił i pieniędzy włożyliśmy w jej uruchomienie - uważa Marek Fronczak.

- Chronimy się jednak, jak to tylko możliwe w naszych warunkach. Gospodarstwo z trzech stron otaczają posesje sąsiadów, ale po drugiej stronie drogi jest już las. Rozwieszamy wokół pojemniki z substancjami odstraszającymi dzikie zwierzęta, nie wpuszczamy obcych osób ani żadnych pojazdów na nasz teren, rozłożyliśmy maty dezynfekcyjne i zbudowaliśmy dodatkowe ogrodzenia. Wcześniej w żywieniu świń oprócz pasz zbożowych używaliśmy zielonki, kiszonki, czasem owoców, parowanych ziemniaków czy odpadków z piekarni. Ze względów bezpieczeństwa musieliśmy jednak przejść na pasze pełnoporcjowe, choć traci na tym jakość mięsa. Największym wyzwaniem stało się jednak zaopatrzenie w słomę do ścielenia legowisk. Objeżdżamy gospodarstwa i szukamy starej słomy, nawet takiej pociętej przez myszy, by mieć minimum gwarancji, że będzie bezpieczna.

- Najbardziej w tym irytuje fakt, że wciąż nie możemy liczyć na wsparcie, choć zwalczanie ASF należy przecież do obowiązków państwa. W innych regionach hodowcy dostają pieniądze choćby na płoty, a u nas wojewoda wciąż nie może podjąć decyzji o uruchomieniu pomocy, choć zapowietrzonych i zagrożonych stref wciąż przybywa. Co ciekawe, naszą hodowlę wciąż chcą wizytować jakieś zagraniczne delegacje, jakby polscy urzędnicy zupełnie zapomnieli o problemie ASF.

OBLĘŻONA TWIERDZA

- Nasze świnie są zdrowe, więc mamy prawo je sprzedawać czy ubijać. Problem jednak w tym, że nasze prawa istnieją w teorii - uważa Marek Fronczak. - Ta sytuacja przywołuje na myśl oblężoną twierdzę. Dla nas wróg to wirus, który czai się za płotem. Dla naszego państwa to chyba my jesteśmy wrogiem, bo najwyraźniej czeka, aż się poddamy odcięci od dostępu do rynku.

- Ze sprzedaży prosiąt zrezygnowaliśmy, bo procedury związane z przemieszczaniem zwierząt skutecznie nas blokują - wyjaśnia hodowca spod Legionowa. - Sprzedaż tuczników to też niełatwe zadanie. Każda transakcja oznacza konieczność pobrania i przebadania kilkudziesięciu próbek. Wyniki są ważne przez 15 dni od daty pobrania, ale otrzymujemy je 8 dni przed tym terminem. W dodatku do niedawna ubojnię mieliśmy w białej strefie, więc ubój świń zależał również od decyzji lekarza powiatowego, na którą też trzeba czekać.

- W naszym przypadku to ogromne utrudnienie, bo nie handlujemy typowym tucznikiem - dodaje nasz rozmówca. - Zgłaszało się do nas wielu odbiorców z zagranicy, bo mięso mangalicy uznawane jest na Zachodzie za rarytas, lecz zbyt mięsa za granicę stał się niemożliwy. Już w maju ub.r. zarejestrowaliśmy rolniczą sprzedaż detaliczną, ale nie mogliśmy ruszyć z przetwórstwem do jesieni, bo urzędnicy nie byli w stanie rozstrzygnąć obowiązujących w tej kwestii przepisów: ani skarbowych, ani sanitarno-weterynaryjnych. Dopiero w grudniu ubiliśmy i przerobiliśmy kilka świń i na tym nasza działalność się skończyła.

W efekcie stado Fronczaków powiększyło się już do ponad 120 sztuk, choć z założenia miało liczyć kilkadziesiąt. Hodowcy skazani są wyłącznie na tucz zwierząt. Wszystkie knurki są obecnie kastrowane. Wkrótce jednak zabraknie miejsca na kolejne zagrody dla świń, bo wybieg ma ograniczoną powierzchnię. Całe gospodarstwo dysponuje areałem mierzącym niespełna 1 ha.

- Koszty, jakie ponosimy, drastycznie rosną, tymczasem możliwości zbytu maleją. Zostaliśmy kompletnie zblokowani. Na całym świecie hodowla mangalicy jest intratnym biznesem, a my ponosimy straty - ubolewa Marcin Fronczak.

W Polsce zapłacić trzeba ok.10 zł za kilogram żywej wagi tucznika rasy mangalica. Za największy przysmak na świecie uznawana jest słonina z mangalicy, nazywana "białą szynką". Na Węgrzech kilogram tego wyrobu kosztuje równowartość 40 zł. Z uwagi na specyfikę hodowli rolnicy spod Legionowa nie muszą się jeszcze martwić przerastaniem świń. Tucz do wagi 120 kg trwa w przypadku mangalicy około roku, ale waga 150 kg nie jest żadnym problemem przy zbycie. Rośnie przecież tak pożądana przez klientów warstwa tłuszczu.

Nie znaczy to jednak, że hodowcy nie mają powodów do zmartwień. Wciąż szukają bowiem odpowiedzi na zasadnicze pytania: komu, gdzie i jak sprzedać swoje świnie tak, by na tym nie stracić? Czy i kiedy powróci normalność i czy hodowla przetrwa te trudne czasy?

 

Artykuł ukazał się w lipcowym numerze miesięcznika "Farmer" Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (4)

  • baca56 2018-08-25 22:32:27
    Życzę przetrwania!
    Hoduję bydło mięsne z podobną filozofią - naturalnie jak się da, na wolności, ze wszystkimi plusami i minusami tego systemu. Rozmawialiśmy ostatnio z sąsiadami, co by było, gdyby pojawił się bydlęcy odpowiednik ASF. Wymyśliliśmy najlepszą drogę obrony, ale państwo musiało by szybko i skutecznie współpracować. Na waszym przykładzie widać,że nie można na to liczyć. Pamiętajcie - jesteście ostoją wolności waszych świń, i Was samych. Trzymam za Was kciuki! Przetrwacie!
    • Biała 2018-08-26 07:42:18
      Dziękuję ze jesteś z nami. U nas ubiegły rok minął na mordowaniu zdrowych swiń. Jeden z rolników nie wytrzymał i popełnił samobójstwo inny doznał udaru gdy dowiedział się ze będą wybijane świnie w jego gospodarstwie. Obecnie w życie wszedł OSN wiąże się to z kontrolami agencji ,kto nie spełni wymagań straci dopłaty. Rolnicy ze stref asf po likwidacji swin pobrali kredyty na zakup bydła.Teraz nie będzie ich stać dostosować się do nowych przepisów ktore zawdzięczamy nieudolnym urzędnikom. Tak jest gdy szofer w między czasie robi zaoczne studia rolnicze. Mamy efekt Polska wieś miodem i mlekiem płynie. pozdrawiam wszystkich rolnikow bądźcie czujni i brońcie swojej własnosci
  • Biała 2018-08-25 08:53:41
    Moja babcia hodowała zdrowe świnie i żadne oszołomomy nie ezantażowali bioasekuracją. Świnie taczały się w błocie, jade zieloną trawę i nie miały asf.
    Wkrótce mafia z Puław sprawi że wasze świnie będą miały asf.
    Dzięki nim 1300 hodowców z powiatu bialskiego otrzymało wyroki zakazujące dalszej hodowli.
    Do Puław myśliwi wysłali próbkę krwi z u strzelonej sarny. Oczywiście myśliwi użyli prowokacji informując instytut że krew pochodzi od dzika z okolic powiatu bialskiego.
    Ta informacja wpłynęła na wynik badania który wykazał asf u sarny.
    Zastanawiaam się nad wysłaniem próby własnej krwi do Puław, by ć może też już mam asf.
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 18.212.93.234
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!