Na swoją pierwszą konferencję prasową po nominacji na szefa resortu rolnictwa Andrzej Lepper przyszedł w towarzystwie kolegów związkowców. Wtedy temat blokad i rolniczych protestów był przedmiotem żartów. – Chciałbym aby był dialog i rozmowy, a nie od razu protesty i blokady, których oczywiście nie boję się. – mówił minister rolnictwa.

Teraz już nikt się nie śmieje. Sytuacja producentów trzody chlewnej jest tak zła, że zmusiła związki do działań.

Władysław Serafin – prezes Kółek Rolniczych: Wspólną decyzją zwracamy się do rządu po raz kolejny o natychmiastową reakcję i dajemy sobie wzajemnie termin do 27 stycznia.

A brak reakcji i współpracy może oznaczać tylko jedno. – Jeśli rząd nie zaakceptuje naszej propozycji powie, że nie, to wówczas będziemy musieli podjąć działania inne – na ulicach – zapowiada Roman Wierzbicki z NSZZ Solidarność RI.

Zaniepokojona sytuacją wydaje się być także Samoobrona, która wprawdzie o protestach przeciwko Andrzejowi Lepperowi nie wspomina, ale, jak mówi Bożena Garbacz – p.o. przewodniczą ZZR„Samoobrona” „Wystąpiliśmy w dniu 28 grudnia do ministra rolnictwa z pytaniami co moglibyśmy właściwie zrobić w kraju na rynku mięsa.”

Inaczej do sprawy podeszli byli działacze Samoobrony wyrzuceni przez Andrzej Leppera z partii i związku. Wprawdzie na zapowiadaną okupację resortu rolnictwa zgłosiło się tylko 9 osób, ale plany są bardzo rozwojowe. Za miesiąc ma być już duży protest.

- Tu już nie można mówić o jakiejkolwiek opłacalności bo rolnicy muszą dokładać do produkcji a niestety nie mają z czego. – mówi Sławomir Izdebski – były senator Samoobrony.

Andrzej Lepper na pewno wie jak organizować blokady ale czy będzie wiedział jak do nich nie dopuścić? Powstaje też pytanie czy związkom zawodowym wystarczy odwagi i determinacji aby wszczynać jakiekolwiek protesty.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!