Zakaz uboju świń w związku z zagrożeniem wystąpienia Afrykańskiego pomoru świń, dotyczy powiatów leżących wzdłuż wschodniej granicy. Rozporządzenia na poszczególne województwa są wydane przez wojewodów. Sytuację w powiatach monitorują powiatowi lekarze weterynarii.

Zakaz dokuczliwy jest szczególnie teraz, przed Świętami. Ubój zwierząt w gospodarstwie i przerób mięsa we własnym zakresie jest są mocno zakorzenione w wiejskiej tradycji.

- Zakaz uboju i procedury z tym związane mocno uprzykrzają życie. Niewielu się do nich stosuje. Po prostu ubój jest prowadzony po cichu. To paranoja, sytuacja jak za okupacji za Niemca - informuje nas czytelnik z woj. lubelskiego. - Żeby zabić zwierzę musiałbym wieźć je 30 km no i oczywiście zapłacić - dodaje rolnik.

Dodatkowo dochodzi paradoks, że wcześniej przy uboju świni na własne potrzeby, osoby dokonujące uboju dawały próbki do lekarza weterynarii do zbadania na przykład na włośnicę. Teraz nikt tego nie zrobi, bo przecież ubój jest zakazany.

W Wojewódzkim Inspektoracie Weterynarii w Lublinie na razie nie ma danych dotyczących naruszeń zakazu uboju.

- Do kontroli ASF jest opracowany specjalny, bardzo szczegółowy program. Zarówno w przypadku odstrzelonych około 1,5 tys. dzików, jak i uboju świń wyniki badań były negatywne. Więc jak na razie w naszym terenie jest dobrze. Na razie nie ma konkretnych terminów ani przesłanek kiedy rozporządzenie będzie wycofane - mówi Ryszard Stanibuła, zastępca wojewódzkiego lubelskiego lekarza weterynarii w Lublinie.

- Przy uboju domowym nie ma warunków na zabezpieczenie czy utylizację odpadów. Pomór afrykański przeniósł się przez Federację Rosyjską przede wszystkim przez odpady kuchenne i ich kontakty ze zwierzętami - dodaje lekarz.

Zgodnie z zapisami, ubój powinien zostać dokonany w profesjonalnej ubojni. Rolnik musi tam zwierzę zawieźć i zapłacić za ubój (około 80-100 zł).

- ASF jest bardzo groźną chorobą i pomimo tego że nie dotyczy ludzi, powoduje bardzo duże straty gospodarcze. Chodzi nie tylko o nasz kraj ale i o całą Unię Europejską. Sprawa jest bardzo poważna i jakiekolwiek lekceważenie rzutuje na nią negatywnie. Rygorów powinniśmy przestrzegać choć są wiadomo że są uciążliwe. Musimy ich przestrzegać dla dobra przyszłości naszych hodowców i gospodarki - przestrzega lekarz weterynarii.

W przypadku polowań na dziki sytuacja wygląda w ten sposób, że po odstrzale zwierzęta są gromadzone na 2-3 dni w miejscu ustalonym między kołami myśliwskimi, a powiatowym lekarzem weterynarii. Próby mięsa są wysyłane do odpowiedniego ośrodka badawczego, np. PIWet Puławy.

Podobał się artykuł? Podziel się!