Podczas ostatniego spotkania Grup Producentów Rolnych z ministrem rolnictwa Stanisławem Kalembą w Tryszczynie w woj. kujawsko-pomorskim, nie zabrakło tematu trudnej sytuacji producentów trzody chlewnej.

Oprócz tego, że pogłowie świń stale się kurczy, to dużym niebezpieczeństwem jest postawa zakładów mięsnych, które w swojej produkcji polegają głównie na importowanej wieprzowinie.

- W zakresie trzody chlewnej mamy spory problem z tym, że zakłady mięsne nie opierają swojej produkcji na krajowym tuczniku. Sprowadzane mięso jest kiepskie pod kątem jakości kulinarnej. Importowane półtusze są w zakładach mięsnych rozmrażane następnie trafiają do przetwórstwa np. na wędliny. Zdarza się, że później znowu są zamrażane i nic dziwnego, że później ich termin przydatności jest krótszy – mówi Mojzesowicz.

Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest zbyt małe lobby ze strony rolników.

- Promocja polskiego mięsa jest  za mała. Zakłady mięsne w 80 proc. powinny opierać się o krajowy surowiec. Tutaj potrzebne jest większe zjednoczenie wsi i rolników i działanie w tym kierunku. Niezbędne jest też poparcie środowisk politycznych. Jeżeli będziemy widzieć że Polskie Stronnictwo Ludowe, z którym sympatyzuje wieś idzie na zbyt duże ustępstwa w odniesieniu do spraw rolników. To bardzo szybko może się okazać, że PSL straci poparcie wśród rolników – dodaje Mojzesowicz.